Wartość aktywów można wyceniać na wiele sposobów. Natomiast praktycy twierdzą, że wszystkie zasady można sprowadzić do jednej, uniwersalnej: towar jest wart tyle, ile ktoś za niego zechce zapłacić. Trudno kwestionować tę zasadę. Można z powodzeniem odnieść ją do sytuacji panującej na rynkach finansowych.

Podczas hossy inwestorzy skwapliwie kupują akcje, nawet jeśli mają świadomość, że przepłacają. Optymistyczne nastroje windują wyceny do czasu, aż nad chciwością górę bierze strach. Taką sytuację obserwowaliśmy w 2000 r. podczas tzw. bańki internetowej. Nadmierny optymizm towarzyszył też post-covidowemu odbiciu na rynkach. Napędzał go szeroki strumień pieniędzy płynący z banków centralnych. Kilka miesięcy temu sytuacja zmieniła się diametralnie, a najmocniej odczuły to branże, w których wyceny były najwyższe. Obecna sytuacja rynkowa jest szczególnie niekorzystna dla ryzykownych aktywów, m.in. dla startupów. Odbija się nie tylko na ich wycenach, ale też na biznesie. Na Zachodzie już widać, że zamiast dalej rosnąć i zatrudniać – zwalniają. Topnieją też rundy finansowania dla tej grupy firm.

Czytaj więcej

Alarmujące dane w finansowaniu start-upów. Boom to już historia?

Nie wydaje mi się jednak, aby właściwe było nazywanie tego zjawiska załamaniem czy krachem. To raczej urealnienie wycen. Młode firmy posiadające dobry zespół i rozsądny plan komercjalizacji swoich produktów nie powinny mieć problemu ze znalezieniem inwestora. Ale o wycenach oderwanych od fundamentów muszą zapomnieć, ponieważ obecna sytuacja to już nie tylko pokłosie pogorszenia nastrojów, ale skutek realnego hamowania gospodarek i zmiany kursu przez banki centralne.

Jeśli ktoś nie wierzy we wskaźniki makroekonomiczne, może bardziej przekonają go przestrogi legendarnego inwestora Michaela J. Burry'ego, bohatera filmu „The Big Short”, który przewidział pęknięcie bańki spekulacyjnej na amerykańskim rynku nieruchomości. Jego zdaniem teraz bessa trwa w najlepsze. Zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację gospodarczą, a jego fundusz wyprzedaje akcje.

Wprawdzie spojrzenie Burry'ego koncentruje się raczej na rynku amerykańskim, ale Polska nie jest samotną wyspą. Nasze PKB hamuje, a inflacja jest rekordowa. W obliczu rosnących kosztów firmom coraz trudniej jest utrzymać marże. Widać to już w wynikach za drugi kwartał, a te za trzeci zapowiadają się jeszcze gorzej. Co ciekawe, nadal mocno trzyma się polski sektor startupowy. Według danych PFR w pierwszym półroczu do młodych firm nad Wisłą popłynęło niemal 80 proc. więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Czas pokaże, czy i tu w trzecim kwartale zobaczymy hamowanie.