Przez długie lata nadejście sezonu wakacyjnego zwiastowały sensacyjne doniesienia mediów na temat tzw. paskudy, która rok w rok miała pojawiać się w wodach Zalewu Zegrzyńskiego. W wakacje 2015 r. emocje budziły poszukiwania „złotego pociągu” w Wałbrzychu, a w 2018 r., nad Wisłą, w okolicach Warszawy, miał się pojawić ogromny – sześciometrowy – pyton tygrysi. Polityka i politycy schodzili na plan dalszy. W Sejmie ogłaszano długie wakacje i zaczynał się „sezon ogórkowy”.

Dziś jest to już pieśń przeszłości. Tegoroczne wakacje będą trwać w Sejmie ledwie miesiąc, a politycy wszystkich opcji ruszają w Polskę. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości już jeżdżą, bo – jak mówi rzecznik partii Radosław Fogiel – to, co usłyszą od Polaków, „będzie bardzo istotne przy konstruowaniu programu wyborczego na przyszły rok”. Jeżdżą też politycy Platformy Obywatelskiej. Zintensyfikowanie swych podróży po kraju zapowiedział w sobotę Donald Tusk, mówiąc, że bardzo się z tego objazdu kraju cieszy i jest wręcz „bardzo podniecony”.

Czytaj więcej

Sondaż: Kto chce nadrobić polityczne zaległości

Ale Polacy nie są – co zresztą pokazuje sondaż, który opisujemy na łamach „Rz” – zbytnio zadowoleni z tego, że gdzieś na górskim szlaku czy nadmorskiej plaży będzie ich zaczepiał niespodziewanie np. Mariusz Błaszczak (PiS), Borys Budka (PO) czy Adrian Zandberg (Lewica). Polityki mają dość każdego dnia i zwyczajnie chcieliby od niej odpocząć. Polityka jednak w ostatnich latach stała się nie tylko szybka, ale i bardziej brutalna. Wybory parlamentarne dopiero jesienią 2023 r., ale już dziś trzeba robić wszystko, by obrzydzić oponentów i pozyskać nowe głosy. Wykorzystać trzeba każdy moment, każdą nadarzającą się okazję.

Wojciech Młynarski napisał kiedyś wspólnie z Wiesławem Gołasem pewną piosenkę – Gołas ją zresztą kapitalnie wykonywał – o weekendowych, suto zakrapianych alkoholem, wojażach Polaków. Jest tam pewien fragment o śnie kolorowym i malowanym, który obszernie zacytuję, bo można w nim wyczytać intencje, dla których politycy nie chcą dać nam spokoju. Śpiewał Gołas tak: „My, pełni wiary, choć łeb nam ciąży, ciąży jak ołów,/ Że żadna siła nas nie pogrąży... orłów, sokołów!/ A potem znów się przystopuje i znów gaz,/ I społeczeństwo nas szanuje, lubią nas./ Uśmiecha się najmilej ten i ów,/ Tak rośnie, rośnie nasz przywilej świętych krów./ Niejeden to się nami wzrusza, słów mu brak,/ Rubaszny czerep, ale dusza, znany fakt,/ Nas też coś wtedy w dołku ściska, wilgnie wzrok,/ Bracia rodacy, dajcie pyska, równać krok”.

A nuż ów sen spełni się naszym „orłom, sokołom” i przy wyborczej urnie ktoś przypomni sobie jak przez mgłę wakacyjne spotkanie przy molo w Sopocie.