Masakra w teksańskim Uvalde po raz kolejny poruszyła Amerykę. Kompletnie bez sensu zginęło 21 osób, głównie małych dzieci. Burzy się opinia publiczna, szaleje internet, w sprawie wypowiedział się prezydent Joe Biden, pytając retorycznie: „Kiedy na miłość boską przeciwstawimy się lobby broni palnej?”. W istocie – kiedy? Bo na pewno nie w najbliższej przyszłości. Wszyscy w Ameryce wiedzą, z Bidenem na czele (stąd „tylko” retoryczne pytanie), że lobby National Riffle Association (NRA) jest zbyt mocne. I nawet jeśli nieznaczna większość Amerykanów opowiada się za ograniczeniami w dostępie do broni, ciągle ponad jedna trzecia, wsparta lobbingiem producentów, skutecznie blokuje zmiany w prawie.

Czytaj więcej

Miały siedem, dziesięć lat. Zginęło ich dziewiętnaścioro

Na zdrowy rozum to absurdalne. Masakry z użyciem broni palnej w Stanach zdarzają się co rusz. Wskaźnik morderstw jest – w porównaniu z Europą – wyjątkowo wysoki. Całe połacie miast terroryzują uzbrojone w broń palną gangi, byle niezrównoważony nastolatek może bez pozwolenia kupić karabinki automatyczne i tyle amunicji, ile zechce, a społeczeństwo nie jest w stanie przeforsować elementarnych mechanizmów obronnych. Pada przy okazji ofiarą sięgającej szczytów hipokryzji argumentacji. Oto rzekomo nie wolno godzić w amerykańską tradycję, wolnościowy kanon, do którego należy prawo do swobodnego zakupu broni.

Czyżby tradycja w istocie była tak nienaruszalna? Gdyby tak było, w USA do dziś istniałoby niewolnictwo i segregacja rasowa w szkołach czy transporcie publicznym. A jednak coś się tu zmieniło. Inni argumentują, że prawo do posiadania broni to gwarancja osobistego bezpieczeństwa. To wyjątkowo bzdurny argument, a przemawia przeciwko niemu wydłużająca się z roku na rok lista ofiar zabójstw z użyciem broni palnej. Co ciekawe, w krajach, gdzie dostęp jest limitowany, liczba ofiar morderstw jest zawsze wielokrotnie mniejsza. Czyż nie jest więc odwrotnie? Czy to nie powszechny dostęp do broni generuje zagrożenie, które w efekcie powoduje społeczny odruch obrony?

Burzy się opinia publiczna, szaleje internet, w sprawie wypowiedział się prezydent Joe Biden, pytając retorycznie: „Kiedy na miłość boską przeciwstawimy się lobby broni palnej?”

Jeszcze inni sympatycy NRA odwołują się do argumentów wolnościowych. Dla nich zakaz swobodnego posiadania broni uderza w samą istotę wolności obywatelskich, co jest krokiem w stronę totalitaryzmu. Broń, ubóstwiona przez część Amerykanów, ma być elementem etosu obywatelskiego, szkołą odpowiedzialności publicznej itd., itp. Wszystko to bzdury niestety. Gdyby przeprowadzić w USA powszechne rozbrojenie, 200 mln sztuk broni znajdujących się w prywatnych rękach zezłomować i wprowadzić ostre przepisy dopuszczające jej posiadanie, tragedie takie jak w Uvalde nie miałyby prawa się wydarzać.

Ile jeszcze będzie takich masakr, zanim problem na poważnie stanie w Kongresie? Trudno powiedzieć. Możliwe, że będzie musiała wydarzyć się tragedia na miarę 9/11 (czego Amerykanom nie życzę), by to społeczeństwo otrzeźwiało. Możliwe, że czekać trzeba będzie kilka dekad, a może nawet dłużej, ale nie mam wątpliwości, że to dzikie prawo kiedyś się zmieni.

Jak na razie w pełni popieram ograniczony dostęp do broni palnej w Polsce powodowany wyobraźnią, która kurczy się z przerażenia przed wizją, że wszyscy polscy bandyci od kuchennego noża i siekiery dostają do ręki broń szerszego rażenia, jak pistolety maszynowe. To byłby dopiero Sajgon. Aż ciarki na plecach się czuje.