Australia ma nowy rząd i nowego premiera. Po prawie dekadzie władzę przejęła Partia Pracy, pokonując w sobotnich wyborach centroprawicową koalicję liberalno-narodową. Australia od lat zmaga się z konsekwencjami zmian klimatycznych – kraj co pewien czas doświadcza wyniszczających pożarów, a ostatnio również powodzi. Zdaniem analityków to właśnie podejście do polityki klimatycznej przyniosło Partii Pracy zwycięstwo. „Razem zakończymy klimatyczne wojny. Razem wykorzystamy szansę, by Australia stała się potęgą energii odnawialnej” – zapowiedział w wyborczy wieczór lider zwycięskiej partii, dziś już premier, Anthony Albanese. Energetyczna przemiana ma następować stopniowo.

Czytaj więcej

Australia ma nowego premiera. Partia Pracy przejmuje władzę

Bez dwóch zdań to ważne oświadczenie. Australia jest bowiem drugim największym producentem węgla na świecie, ustępując tylko Indonezji. Ale też jest jego największym eksporterem – w 2021 r. ok. 40 proc. wartości światowego eksportu tego surowca pochodziło z tego kraju (dla porównania Polska jest 12. z eksportem na poziomie 0,7 proc. – według szacunków Międzynarodowej Agencji Energetyki). W skali globu to więc ważny krok, mogący pomóc znacząco ograniczyć emisję gazów cieplarnianych i w efekcie przynajmniej spowolnić wzrost temperatury, odbijający się zarówno na produkcji żywności, jak i prowadzący do fali migracji.

Energetyka, czego dowiodła polityka Rosji w ostatnich dekadach, a której zwieńczeniem jest wojna w Ukrainie, jest jednak też narzędziem geopolityki. Najwięksi emitenci gazów cieplarnianych to kraje przemysłowe, których potrzeby energetyczne są wciąż, i prawdopodobnie dość długo będą, zaspokajane przez paliwa kopalne. Kraje, do których firmy z rozwiniętego Zachodu wypchnęły produkcję, by dzięki tanim kosztom zwiększyć swoje zyski. Czy są one beneficjentami (wzrost stopy życia, absorpcja know-how) czy ofiarami tego procesu (koszty społeczne i środowiskowe) jest już sprawą dyskusyjną.

Jak pokazuje historia, więzi gospodarcze to podstawa więzi politycznych

W obecnym globalnym układzie sił zapowiedź odejścia od paliw kopalnych przez największego eksportera węgla na świecie niesie ze sobą konsekwencje natury geopolitycznej. Przyświecają jej bezdyskusyjnie słuszne cele, ale efektem może być pogłębienie nowej odsłony zimnej wojny, którą zdajemy się dziś obserwować.

Po wybuchu wojny w Ukrainie znacząca część importerów węgla kamiennego nałożyła embargo na sprowadzanie tego surowca z Rosji, tak by środki, jakie Moskwa z tych transakcji pozyskuje, nie służyły finansowaniu barbarzyńskiej wojny. Rosja jest trzecim największym producentem tego surowca na świecie. W sytuacji, gdy Australia zacznie wygaszać wydobycie i eksport węgla, którego głównymi odbiorcami są kraje przemysłowe – w tym głównie Chiny – może to doprowadzić do gospodarczego zbliżenia Moskwy, szukającej rynku zbytów, z Pekinem, szukającym niezbędnych surowców energetycznych. A, jak pokazuje historia, więzi gospodarcze to podstawa więzi politycznych. Chiny od dawna wyznają tą zasadę, zdobywając przyczółki gospodarcze w Azji i Europie, umacniając tam swoje strefy politycznych wpływów.

Energetyczne wybory Canberry mogą więc wpłynąć na zacieśnianie więzi między krajami autorytarnymi, pogłębiając napięcie ze światem Zachodu i wartościami, które reprezentuje. Chyba że Pekin i Moskwa zdecydują się na przejście z wysokoemisyjnych gospodarek zasilanych „brudną” energią, na niskoemisyjne. Ale szanse na to wydają się dziś bliskie zeru.