Bo to zła ustawa była – tak parafrazując Bogusława Lindę można by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego we wtorkowy wieczór Sejm odrzucił ustawę o wzajemnym pozywaniu się obywateli zwaną lex Kaczyński. Ale nie jest to odpowiedź wystarczająca, bowiem Sejm przy pomocy klubu PiS już nie tak złe ustawy w tej kadencji przyjmował. Z ustawą o druku 1981 było inaczej. Nie tylko dlatego, że już sam numer ustawy był mylący, kojarzył się bowiem z rokiem wprowadzenia stanu wojennego, a przecież powinna mieć ona numer mieć numer 1984, by uczcić tytuł książki George’a Orwella. Bo to była iście orwellowska ustawa, która zakładała, że metodą walką z pandemią ma być wyposażenie obywateli w możliwość pozywania osób, które się nie przetestowały w miejscu pracy. Brak testu miał być równoznaczny z dowodem na to, że nieprzetestowany jest źródłem infekcji. Lex Kaczyński w istocie zamiast przyczyniać się do walki z pandemią, podkładał bombę pod i tak już zrujnowane koronawirusem więzy społeczne.