Czym był dziesięciodniowy strajk w Stoczni Gdańskiej w 1988 roku? Z ówczesnej perspektywy niewypałem. Krótki, bez sukcesu, skończył się wyjściem ze stoczni po symulowanej przez ZOMO pacyfikacji zakładu. Nie był jedyny. Strajkowało wtedy wiele zakładów, a niektóre – jak Hutę im. Lenina – pacyfikowano.
Pamiętam tamte czasy również z powodu strajków studenckich, w których uczestniczyłem. Nikt z nas wtedy nie wiedział, że to ścieżka do Okrągłego Stołu. Że komuna już nie wytrzymuje. Dla mnie i wielu z moich kolegów oczywistsza była inna interpretacja, że to agonia Solidarności i znak, że trzeba emigrować.