Nie z obietnicami na daleką przyszłość, ale z realizowanymi jak najszybciej. A poniedziałkowe spotkanie przywódców UE i późniejsze spotkania unijne dotyczące Europy Wschodniej są po temu właściwą okazją.
Agresja Rosji na Gruzję powinna być wstrząsem i przestrogą dla Unii Europejskiej. Powinna jej raz na zawsze uzmysłowić, że w jej własnym interesie jest, aby krajów Europy Wschodniej nie pozostawiać samym sobie – bo oznacza to rzucenie ich na pożarcie Moskwie. Jeżeli UE nie jest przekonana do sankcji wobec Rosji (bo z jednej strony zagrażają jej interesom gospodarczym, a z drugiej mogą się okazać nieskuteczne), to powinna jak najmocniej wesprzeć kraje, które są przez Moskwę zagrożone. Kraje, w których są silne tendencje do integracji z Zachodem – Ukrainę, Gruzję, Azerbejdżan, Mołdawię. Ale także te tradycyjnie promoskiewskie – Armenię i Białoruś – bo ta promoskiewskość nie musi być wieczna.