Zadziwiające, jak mało konkretów zawiera nowy traktat między dwoma krajami, które chcą przewodzić Unii Europejskiej. Niemcy i Francja podpisały go we wtorek, w nieokrągłą 56. rocznicę traktatu elizejskiego.
Inne czasy, inna Europa, inny świat. I inne możliwości. Schodząca ze sceny Angela Merkel i poturbowany przez „żółte kamizelki" Emmanuel Macron to nie Konrad Adenauer i Charles de Gaulle w szczytowej formie. Szczytowej przynajmniej w sprawach zachodnioeuropejskich, bo na niemieckim podwórku pozycja Adenauera słabła po podniesieniu rządowej ręki na wolność prasy i dziesięć miesięcy po podpisaniu traktatu elizejskiego nie był już kanclerzem.