Zbitka „raptowne mocarstwo" czy "rozedrgane mocarstwo" – jakoś to w polskim uchu zgrzyta. Ale właśnie to określenie pasuje do ostatnich działań rządu RFN – kraju, który w skali europejskiej aspiruje do rangi lokalnego mocarstwa.
Gdy Niemców zaszokowała tragedia w Japonii i awaria w tamtejszych elektrowniach jądrowych, kanclerz Angela Merkel chcąc utrafić w nastroje antyatomowej paniki, zarządziła zatrzymanie i kontrolę siedmiu elektrowni atomowych. Dała tym samym do zrozumienia, że żadna z nich raczej nigdy nie wróci do aktywności. Na fali odnowionej niechęci do energii atomowej, jaką wzbudziły telewizyjne obrazki z Japonii, premier Brandenburgii Platzeck z SPD wezwał nawet Polskę do porzucenia planów budowy elektrowni atomowej. Jak się jednak okazuje – co nagle to po diable.