Reklama
Rozwiń
Reklama

Lemański show, technologia insynuacji

Z pewnym opóźnieniem zwróciłem uwagę na serial z księdzem Lemańskim, może dlatego, że w wyciszonym telewizorze przypominał kolejnego uzdrowiciela.

Publikacja: 12.07.2013 11:32

Marek Domagalski

Marek Domagalski

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala

Nie komentowałbym tej sprawy, gdyby nie tytuły piątkowej internetowej „Gazety Wyborczej", które nachalnością chcą chyba utrzymać gasnący żar tej quasi dyskusji wokół praskiego arcybiskupa.

Oto one: — „Abp Hoser odkrył Kościół wstydem. Powinien publicznie przeprosić" (obok zdjęcie arcybiskupa); — „ KS. LEMAŃSKI UJAWNIŁ, CO ZROBIŁ ABP HOSER W CZASIE ROZMOWY W STYCZNIU 2010 R. Jawny antysemityzm z deptaniem godności człowieka - Szostkiewicz o słowach abpa Hosera" (zdjęcie publicysty); — „Piorunujące wrażenie, mentalność księży się nie zmienia" - publicyści po wyznaniu ks. Lemańskiego" (obok zdjęcia księdza i arcybiskupa).

Nowością z tym serialu (chciałoby się powiedzieć operze mydlanej, gdyby nie chodziło o poważną rzecz), jest to, że po szeregu publicznych wystąpieniach w których ks. Lemański obsesyjnie, w każdym razie jak mantrę, powtarzał ogólnik o „niestosownym zachowaniu"  wobec niego biskupa podczas ich spotkania w 2010 r., przeprosił wczoraj w pewnym zakresie przełożonego. Otóż w TOK FM odniósł się do tego dwuznacznego sformułowania, w czym „dociekliwe" media dopatrywały się wątków seksualnych, że było ono nieuprawnione i krzywdzące dla arcybiskupa, a za sprowokowanie tego typu domysłów przeprasza arcybiskupa.

To godne odnotowania słowa, które, miejmy nadzieję, nie mają charakteru taktycznego, i ukrócą ten żałosny medialny serial. Ale nie ksiądz w tej sprawie jest najważniejszy. Ludzi zranionych (w pracy, w rodzinie, wśród znajomych), czy takich, który wydaje się, że zostali zranieni, wreszcie takich, którzy to sobie uroili, są tysiące jeśli nie miliony. Problem polega na tym, że na naszych oczach stacje telewizyjne i prasa produkowały serial insynuacji.

Pomawianie kogoś, a tym bardzie osobę na wysokim stanowisku, o postępowanie które może poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania, stanowi przestępstwo zniesławienia, zagrożonego, jeśli odbywa się w mediach, karą do roku więzienia (art. 212 Kodeksu karnego). Nie ma przestępstwa tylko wtedy, gdy zarzut jest prawdziwy i służy obronie społecznie uzasadnionego interesu lub dotyczy postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną. Dodajmy, że gdyby zarzut dotyczył seksu, jak przez jakiś czas sugerowano, to ta sfera nie może być badana, tu nie ma wyjątku dla niekaralności. Formalnie rzecz biorąc pytania zmierzające w tę stronę  stanowiły więc nakłanianie księdza do popełnienia przestępstwa.

Reklama
Reklama

Sfera prawna jednak też nie jest w tej sprawie najważniejsza. To nie było raz, nieopatrznie rzucone słowa, ale powtarzana jak mantra przez dziennikarzy insynuacja. Publicznie, bez dowodu, dokonywano na biskupie medialnego linczu. Jak to możliwe, że w środku Europy w 2013 r. może funkcjonować taka fabryka insynuacji. Kto nam to wyjaśni ?

Komentarze
Bogusław Chrabota: Raport o stanie światowej polityki jest świetnym komentarzem do posiedzenia RBN
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Co wydarzyło się na RBN? Karol Nawrocki wdał się w niepotrzebną bijatykę
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Ryzykowna gra Sławomira Mentzena z PiS. Może przelicytować
Komentarze
Czy partię Brauna trzeba izolować?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama