Znalazłoby się w Europie i kilka innych regionów, prowincji, krain, z autonomią lub bez, których inność jest rozpoznawalna. Niekoniecznie z powodów futbolowych – czasem przez zamachy terrorystyczne, czasem dzięki filmom. Ale czy ta rozpoznawalna inność ma prowadzić do uznania, że każdy naród czy społeczność uznająca się za naród ma prawo do własnego państwa, do własnej Szwecji czy Polski?
Nie, bo odbywałoby się to kosztem innych. I grozi poważnymi konfliktami, z wojną domową włącznie. Granice między prowincjami zazwyczaj nie odpowiadają granicom między narodami czy wspólnotami. No, chyba że mówimy o jakiejś odległej wyspie bez znaczenia gospodarczego, jej oddzielenie się nie ma wielkiego wpływu na życie ludzi. Ale i tak prawie nie widzimy w świecie pokojowego usamodzielniania się niewiele znaczących i odległych wysp. Tym bardziej należy się bać separatyzmu w zrośniętych z resztą państwa krainach takich jak Katalonia czy Kraj Basków, kluczowych dla jego gospodarki, transportu czy polityki historycznej.