Można się go było spodziewać, gdy na stanowisko szefa dyplomacji powrócił niedawno socjaldemokrata Frank-Walter Steinmeier. I gdy mniej więcej w tym samym czasie potwierdziło się, że Niemcy mają niezwykłe przywileje dyplomatyczne na Kremlu, bo udało im się doprowadzić do wypuszczenia z kolonii karnej Michaiła Chodorkowskiego, niegdyś uważanego za najniebezpieczniejszego wroga Władimira Putina.
Wielkiej miłości nie będzie. Steinmeier został w piątek pouczony w Moskwie przez ministra Siergieja Ławrowa, że Rosja nie życzy sobie mieszania się Zachodu w sprawy ukraińskie. A dziś zamiesza się w nie na całego kanclerz Angela Merkel, która spotka się w Berlinie z przywódcami opozycji ukraińskiej Witalijem Kliczką i Arsenijem Jaceniukiem.