Reklama

Świętego od zbrodniarza dzieli kilka kroków

Dariusza P, oskarżonego o wymordowanie swojej najbliższej rodziny poprzez podpalenie swojego domu, pamiętam doskonale. Miałem spotkanie autorskie w Jastrzębiu-Zdroju, jakieś dwa, trzy miesiące po tej tragedii.

Publikacja: 04.04.2014 19:41

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Foto: Fotorzepa, Sławomir Mielnik Sławomir Mielnik

Prowadzący je lokalny dziennikarz drążył powracające od początku świata zagadnienie: skąd to całe zło? I czy cierpienie uszlachetnia człowieka, czy to człowiek uszlachetnia cierpienie?

W pewnym momencie miałem wrażenie, że mój jastrzębski kolega „przegiął”. Do swoich pytań wplótł przykład tego właśnie pożaru, mówiąc: proszę – wierzący jest w stanie wytłumaczyć sobie wszystko. Pan Dariusz na pogrzebie pocieszał tych, którzy chcieli go pocieszać, wygłosił mowę, w której cytował mszalne czytania z dni, w których po kolei umierały jego zaczadzone dzieci.

Wyjaśniałem koledze, że Bóg ?z pewnością nie życzy sobie niczyjej śmierci, śmierć jest czymś, co jest mu wręcz istotowo obce, ?a człowiekowi, który przeżywa żałobę, jeśli będzie chciał, należy pozwolić nawet tańczyć i śpiewać. Złota zasada postępowania z osobą po przejściach (i fizycznych, i psychicznych): ona odruchowo układać się będzie w pozycji, w której najmniej ją boli, więc nie ma co się z nią szarpać ani wyznaczać jej właściwych ścieżek. Trzeba być i wspierać, ale nie pouczać, pozwolić człowiekowi przeżyć szokowy etap żałoby po swojemu.

I wtedy na sali podniosła się ręka. „To o mnie panowie mówicie”. Mężczyzna, ubrany na czarno, przedstawił się, powiedział parę zdań przez zaciśnięte gardło, widać było, że opowiadając o tym, co się stało, za chwilę się rozpłacze. Wszyscy na tej sali mieliśmy mokre oczy. Nie umiałem znaleźć słów, więc po prostu podszedłem do niego, by go objąć i uścisnąć mu dłoń. Widziałem, że po spotkaniu robiło to też wielu innych ludzi.

Jak się czujemy dziś, wiedząc, że być może pocieszaliśmy mordercę? Mam w głowie dwie myśli. Pierwsza: jest coś bardzo nie fair ?w postępowaniu tych, którzy słowa prokuratury „jesteśmy pewni, ?że oskarżyliśmy osobę, która dokonała tej zbrodni” uznali ?za wyrok skazujący. Medialny pośpiech na dobre wypchnął ?z naszego porządku zasadę domniemania niewinności. Zgoda – poszlaki wyglądają przerażająco poważnie. Zamiast jednak gapić się i dyszeć oburzeniem, winienem też w końcu uruchomić mózg. Nie wiem bowiem jeszcze, czy ten człowiek zabił swoje dzieci, czy mnie (i wielu innych) koszmarnie oszukał. Muszę więc zawiesić oburzenie na kołku do momentu, aż siłę dowodów zważy sąd, da oskarżonemu prawo, by się wytłumaczył i bronił.

Reklama
Reklama

Wniosek drugi: w opinii niemal wszystkich, którzy go znali, Dariusz P. był kryształowym człowiekiem. Jasne, mógł ściemniać temu czy tamtemu, ale jedno bardzo trudno udawać: ludzie, którzy widzieli jego dzieci, mówili, że były to najbardziej kochane i szczęśliwe dzieci na świecie. Niezależnie od tego, czy jest winny czy nie, ta historia ?i tak jest już więc memento: każdy z nas, którym wydaje się, że jesteśmy przeporządni, jest niestety wciąż zdolny do wszystkiego. A świętego od zbrodniarza może dzieli czasem kilka kroków, jedna decyzja, jeden wieczór.

Autor jest twórcą portalu stacja7.pl

Komentarze
Bogusław Chrabota: Trump cłami pogrzebał Radę Pokoju
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Komentarze
Aleksandra Pilarczyk: Rozdawnictwo górą. Bez podpisu prezydenta Karola Nawrockiego tracimy szansę na reformę ustroju rolnego
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Donald Trump nie będzie królem
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Kaczyński ma plan na powrót do władzy. Problem w tym, że PiS może się rozpaść
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama