Niezależnie od tego, jak bardzo w exit poll pomylił się Ipsos, prawdziwym zwycięzcą pierwszej części wyborczego maratonu jest PO. I nie dlatego, że o długość nosa wyprzedziła PiS. Fenomenem jest to, że zademonstrowała niebywałą dynamikę wzrostu poparcia na finiszu kampanii, tj. mówiąc językiem komentatorów sportowych, „przyspieszenie na ostatniej prostej". Niemal do końca nie była faworytem; przeciwko sobie miała znużenie rządami Tuska, kryzys jego osobistej popularności, perturbacje ?w sztabie, brak wyrazistych tematów, a nawet pogodę w dniu wyborów. ?A jednak udowodniła, że potencjał jej elektoratu jest ciągle nie do przecenienia. Można się oczywiście zastanawiać, jaki byłby wynik, gdyby nie kryzys na Ukrainie, czy narzekać, że powódź, która mogła rząd pogrążyć, obeszła się z nim łagodnie, ale fakty są jednoznaczne: PO odrobiła straty do PiS i udowodniła, że wciąż jest dobrze naoliwionym silnikiem polityki.