Tomasz Krzyżak. Czasem lepszy klaps niż bezstresowe wychowanie

Kościół pełen jest księży, którzy idą pod prąd, ale zachowują przy tym rozsądek. Ks. Lemańskiemu tego zabrakło. Nic dziwnego, że biskup skarcił go jak dziecko.

Publikacja: 24.08.2014 20:54

Tomasz Krzyżak

Tomasz Krzyżak

Foto: Fotorzepa

Suspendowany w piątek ks. Wojciech Lemański nie ma prawa odprawiać mszy św., udzielać ślubów, chrzcić, nie wolno mu spowiadać. Odebrano mu także prawo do noszenia stroju duchownego, czyli sutanny bądź koszuli z koloratką. To jedna z najsurowszych kar, jakie biskup może zastosować w odniesieniu do księdza.

Duchownemu nie zabrano prawa do mieszkania i utrzymania. Nie wyrzucono go z Kościoła. Wciąż jest księdzem. Zawieszono mu tylko prawo do wykonywania niektórych czynności związanych ze święceniami. Arcybiskup Henryk Hoser może je przywrócić w dowolnym momencie – nawet dziś. Istotne jest jednak, by ksiądz zrezygnował ze swego uporu, zrozumiał błąd i posypał głowę popiołem.

Obserwując konflikt ks. Lemańskiego z biskupem, można stwierdzić, że duchowny doczekał się tego, na co pracował od wielu miesięcy. Szans, jakie dawał mu przełożony, nie wykorzystał. Niby je przyjmował, ale w istocie odrzucał. Bywa czasem tak, że aby zrobić dwa kroki do przodu,  najpierw trzeba zrobić krok w tył.

Mają rację Konrad Sawicki i Jan Turnau, pisząc na łamach „Gazety Wyborczej" (pierwszy w czwartek, drugi w sobotę), że  tacy księża jak Lemański czy Boniecki są Kościołowi potrzebni, by zatrzymać w nim tych, którzy jeszcze od niego do końca nie odeszli. To prawda, że potrzebni są księża odważni, którzy nie boją się mocnych słów i krytyki pod adresem hierarchii. Jest ich całkiem pokaźna grupa, bo Kościół to przecież wspólnota różnorodna. I biskupi ich tolerują, ba, wielu nawet cenią, bo kapłani ci mają swoje zdanie i nie ograniczają się tylko do przytakiwania przełożonym, jak całe zastępy tzw. BMW (biernych, miernych, ale wiernych).

Może czasem relacje są szorstkie, może czasem niektóre wypowiedzi powodują jeden lub drugi konflikt, ale zawsze jest w tym wszystkim zachowany zdrowy rozsądek. Wszędzie istnieje jakaś granica, do której można się zbliżyć, ale nie wolno jej przekroczyć, bo dalej jest już tylko przepaść. Niestety, wydaje się, że ks. Lemańskiemu rozsądku zaczęło brakować i jedną nogą znalazł się już na skraju wysokiej skały.

Jest taki wytarty slogan, że biskup ma być dla swoich księży jak ojciec. Ma dzielić ich radości, ale także i troski. Ma pokazywać im cel, ale jednocześnie pilnować, by nie zeszli z drogi, która do niego prowadzi.

Czasem jest tak (doskonale wiedzą o tym ojcowie), że gdy w kontakcie z dzieckiem zawodzi argumentacja, potrzebna jest kara, która być może spowoduje refleksję i dziecko wreszcie zauważy, że popełnia błąd.

Czy ks. Lemański zrozumie sens nałożonej na niego kary? Czy za wszelką cenę będzie chciał udowodnić, że jego ojciec się myli? Zależy to tylko od niego.

Suspendowany w piątek ks. Wojciech Lemański nie ma prawa odprawiać mszy św., udzielać ślubów, chrzcić, nie wolno mu spowiadać. Odebrano mu także prawo do noszenia stroju duchownego, czyli sutanny bądź koszuli z koloratką. To jedna z najsurowszych kar, jakie biskup może zastosować w odniesieniu do księdza.

Duchownemu nie zabrano prawa do mieszkania i utrzymania. Nie wyrzucono go z Kościoła. Wciąż jest księdzem. Zawieszono mu tylko prawo do wykonywania niektórych czynności związanych ze święceniami. Arcybiskup Henryk Hoser może je przywrócić w dowolnym momencie – nawet dziś. Istotne jest jednak, by ksiądz zrezygnował ze swego uporu, zrozumiał błąd i posypał głowę popiołem.

Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Jak sztuczna inteligencja zmienia egzamin maturalny?
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Kłamstwo Karola Nawrockiego odsłania niewygodne fakty. PiS ma problem
Komentarze
Bogusław Chrabota: Alcatraz, czyli obsesja Donalda Trumpa rośnie
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Trump to sojusznik wysokiego ryzyka dla Nawrockiego
Komentarze
Estera Flieger: Po spotkaniu Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem politycy KO nie wytrzymali ciśnienia
Materiał Promocyjny
Lenovo i Motorola dalej rosną na polskim rynku