Nowelizacja ustawy o prawie autorskim, która wciąż jest w konsultacjach publicznych, przewiduje przyznanie wydawcom prasowym praw pokrewnych do utworów, o co zabiegali od lat. Kto dokładnie zyska na zmianie przepisów?

Bezpośrednimi beneficjentami nowego prawa do publikacji prasowych są wydawcy prasowi, którzy będą się jednak dzielić uzyskanymi przychodami z autorami publikowanych treści. Prawami pokrewnymi objęte zostaną wszystkie publikacje prasowe danego wydawcy, czyli zarówno dzienniki, tygodniki i miesięczniki, jak i przykładowo internetowe serwisy informacyjne czy serwisy agencji prasowej. Treści będą chronione przez dwa lata, licząc od początku następnego roku po ich publikacji. Ochrona prawna nie będzie natomiast stosowana do czasopism naukowych lub akademickich ani też np. prywatnych blogów, na których rozpowszechnianie treści nie odbywa się w ramach działalności gospodarczej lub statutowej i na odpowiedzialność podmiotów zamieszczających je w internecie.

Celem projektu jest dostosowanie krajowych przepisów do treści dwóch europejskich dyrektyw, czyli SatCab i DSM. Jaka intencja przyświecała unijnemu prawodawcy?

Prawodawca unijny dostrzegł problemy, z jakimi zmagają się wydawcy prasowi w związku z masowym korzystaniem z ich publikacji przez różnego rodzaju portale, agregatory treści, wyszukiwarki internetowe i tym podobne, które – same nie ponosząc nakładów na tworzenie materiałów prasowych – przejmują istotną część przychodów reklamowych wydawców. Nadto często, negując nabycie przez poszczególnych wydawców praw autorskich do wykorzystywanych materiałów, odmawiają zawarcia stosownej umowy licencyjnej i ponoszenia opłat za wykorzystane treści, pozbawiając ich także tego źródła przychodów. W dyrektywie DSM podkreśla się znaczenie wolnej i pluralistycznej prasy, zapewniającej wysokiej jakości dziennikarstwo i dostęp obywateli do informacji jako jednego z gwarantów prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Doceniając zatem organizacyjny i finansowy wkład, jaki wnoszą w produkcję publikacji prasowych wydawcy, poprzez nowe prawo prawodawca unijny chce stworzyć dla nich istotne ułatwienia, aby zapewnić stabilność branży wydawniczej. W nowej regulacji chodzi zatem o ochronę wydawców ponoszących koszt tworzenia materiałów prasowych – wspieranie tych podmiotów, którzy przekazują rzetelne informacje na wysokim poziomie dziennikarskim, choć oczywiście chronione będą wszystkie, nie tylko te szczególnie wartościowe materiały prasowe. Wydawcy muszą utrzymywać redakcje, płacić wynagrodzenia dziennikarzom, redaktorom, grafikom, ilustratorom i fotografom, ponosić wiele kosztów stałych. Żeby nakłady miały szanse się zwrócić, potrzebna jest im pomoc.

Czytaj więcej

Europa będzie godziwie wynagradzać twórców

A jakie korzyści z wprowadzanych zmian odczują dziennikarze, którzy przecież tworzą treści, o których własność toczy się ten spór?

Zarówno przepisy unijne, jak i projekt polskiej ustawy wprowadzają regułę, że wydawcy będą dzielili się uzyskanymi przychodami z nowego prawa pokrewnego z autorami treści zawartych w publikacjach prasowych. Regulacja europejska nie określa, jakiej wielkości udział w przychodach wydawców ma przypadać autorom, stąd w poszczególnych krajach członkowskich będą występować różnice. W Polsce samo środowisko wydawców zrzeszonych w Izbie Wydawców Prasy – jak czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy implementującej dyrektywę DSM – zaproponowało aż 50-proc. udział w przychodach z prawa pokrewnego do podziału dla autorów treści. Z kolei np. regulacja niemiecka określa ten udział jako stanowiący co najmniej jedną trzecią dochodów wydawcy prasowego z tytułu korzystania z jego praw.

Większość z nas poszukuje informacji w internecie, trudno sobie zatem wyobrazić, że wszystkie treści będą mogły być chronione w taki sposób. Czy to prawo będzie w jakikolwiek sposób egzekwowalne?

Należy zaznaczyć, że nowe prawo wydawców do zwielokrotniania i publicznego komunikowania online publikacji prasowych nie dotyczy korzystania przez osoby prywatne na ich własne niekomercyjne potrzeby, nie ma ono też zastosowania do tzw. czynności linkowania. Prawo to odnosi się natomiast do profesjonalnych podmiotów świadczących usługi online, w ramach których udostępniają oni publikacje prasowe. Prawo to ma stanowić narzędzie i ułatwienie dla wydawców, którzy dotąd przy każdym zgłoszeniu nadużycia musieli wykazywać, że nabyli prawa do konkretnego utworu wchodzącego w skład ich publikacji, w drodze zawarcia z autorem umowy, na mocy której doszło do przeniesienia praw autorskich lub uzyskania licencji wyłącznej. Przyznanie praw pokrewnych zmieni tę sytuację, gdyż nabycie nowego prawa następować będzie bezpośrednio na rzecz wydawcy z chwilą publikacji danego materiału prasowego, a zatem nie w drodze nabycia pochodnego od twórców. Konsekwencje naruszenia nowego prawa wydawcy będą równie surowe, jak za naruszenia majątkowe praw autorskich – w projekcie nowelizacji zawarto bowiem odesłanie do odpowiedniego stosowania art. 79 i 80 prawa autorskiego. Przepis ten reguluje sankcje za naruszenie tych praw, w tym m.in. przewiduje możliwość dochodzenia roszczeń pieniężnych w wysokości dwukrotności stosownego wynagrodzenia. Na podstawie art. 80 będzie można występować do sądu, i to nawet jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania w sprawie o naruszenie praw, by sąd wezwał naruszyciela do udzielenia informacji, które będą niezbędne do określenia kwot roszczenia.

Z jakimi problemami wydawcy borykali się dotąd najczęściej?

Jak pokazują doświadczenia z innych krajów, niestety, samo wprowadzenie prawa pokrewnego nie gwarantuje jego poszanowania. W praktyce bowiem występuje wiele trudności w skutecznym negocjowaniu odpowiednich umów pomiędzy wydawcami a podmiotami obowiązanymi do uzyskania zezwoleń na korzystanie z tych praw. Istotną trudnością jest choćby duża liczba wydawców, z których praw korzystają usługodawcy online, więc indywidualne uzyskiwanie zezwoleń od każdego z takich podmiotów jest de facto niewykonalne. W konsekwencji bez wprowadzenia skutecznego mechanizmu zawierania umów licencyjnych dotyczących praw wielu wydawców jedynie kilku dużych wydawców miałoby jakiekolwiek szanse na czerpanie korzyści z nowego prawa pokrewnego. Żeby zaradzić powyższym problemom, w projekcie ustawy wprowadza się możliwość działania organizacji zbiorowego zarządzania w tym obszarze. Reprezentatywna organizacja zbiorowego zarządzania prawami pokrewnymi do publikacji prasowych uzyska prawo do udzielania tzw. rozszerzonych licencji zbiorowych użytkownikom na korzystanie z praw pokrewnych wszystkich wydawców, którzy nie wyłączyli swoich publikacji prasowych z takiego zarządzania na terytorium Polski. Obecnie w naszym kraju działa jedna organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi wydawców prasowych – Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców Repropol, która według mojej wiedzy zamierza ubiegać się o udzielenie jej przez ministra kultury zezwolenia na opisywane zarządzanie także prawami pokrewnymi wydawców. Jeśli uzyska ona takie zezwolenie, to jako przedstawiciel całego środowiska wydawców publikacji prasowych stanie się mocnym partnerem do negocjacji z dużymi użytkownikami tych praw.

Rozumiem, że bez powstania takiego podmiotu największe serwisy i platformy będą umiarkowanie obawiały się konsekwencji wprowadzenia nowego prawa?

Jego egzekucja będzie trudna. W praktyce, gdy np. duże portale odmówią zawarcia umów z wydawcami i będą bezumownie korzystać z tych praw, trzeba będzie zwracać się do sądów własności intelektualnej, które już teraz są mocno obłożone innymi rozpatrywanymi sprawami. To może oznaczać wieloletnie, kosztowne spory sądowe. Kluczem jest zatem znalezienie odpowiedniego mechanizmu pozwalającego na negocjowanie i zawieranie umów na partnerskich warunkach, z poszanowaniem interesów wszystkich stron. Tak aby nowe prawo faktycznie spełniło swoją funkcję i zapewniło dalsze trwanie i rozwój wszystkim wydawcom publikacji prasowych, których materiały są eksploatowane przez dostawców usług dla społeczeństwa informacyjnego.

Czy któryś kraj europejski znalazł rozwiązanie, by zasady tej gry były bardziej fair?

W najlepszej sytuacji jest Francja, gdzie w sprawę zaangażował się urząd ochrony konsumentów. Z kolei w Niemczech, gdzie przepisy w tej materii obowiązywały już przed uchwaleniem unijnych dyrektyw, i które były prekursorem wprowadzenia tego prawa, do dziś nie zostały zawarte umowy między wszystkimi wydawcami a największymi graczami na rynku.

Agnieszka Schoen jest adwokatem, partnerem w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, odpowiada za zespół prawa autorskiego w ramach Praktyki Prawa Własności Intelektualnej