Możliwość przeprowadzenia zwolnień z mocy prawa i obniżka wynagrodzeń w administracji publicznej została przewidziana w Tarczy Antykryzysowej 2.0. Warunkiem cięć jest wzrost deficytu lub zadłużenia państwa, co można już uznać za spełnione.

Urzędy, wyprzedzając plany rządu, już zaczęły zmniejszać zatrudnienie, nie przedłużając umów zawartych na czas określony. Z pracy odchodzi też wiele osób, które mają wypracowany wiek emerytalny. Obawiają się, że po zmianach stracą prawo do półrocznej odprawy emerytalnej.

Na pytanie skierowane do Kancelarii Premiera, czy w rządzie toczą się prace nad cięciami w administracji i kogo one dotkną, nie dostaliśmy odpowiedzi. Powodem była ogromna liczba zapytań, jakie trafiają teraz do KPRM.

Czytaj także: Pracownicy skarbówki zapowiadają nietypowy strajk Fotorzepa

– Do czasu wyborów prezydenckich nie spodziewamy się, że rząd upubliczni zasady zwolnień w urzędach czy cięć wynagrodzeń w administracji – mówią związkowcy.

Wszystko wskazuje jednak na to, że premierowi Morawieckiemu nie chodzi nawet o zwolnienia urzędników. Procedura z tym związana, przewidująca obowiązek wypłaty wynagrodzenia w okresie wypowiedzenia i odprawy w wysokości trzymiesięcznej pensji powoduje, że w praktyce rząd nie uzyska w ten sposób oszczędności w tym roku.

Chodzi raczej o pieniądze przewidziane w tegorocznym budżecie na 6 proc. podwyżki wynagrodzeń dla pracowników budżetówki obiecanych im przez rząd jeszcze przed epidemią koronawirusa. A są to niemałe kwoty. W przypadku około 45 tys. pracowników ZUS w budżecie zaplanowano na podwyżki dla nich ponad 300 mln zł. Aż 800 mln zł zagwarantowali sobie pracownicy skarbówki jeszcze na początku tego roku w porozumieniu zawartym z szefem Krajowej Administracji Skarbowej po serii protestów. Szybko z nich nie zrezygnują, na co wskazuje zaplanowany na dziś protest nawet 60 tys. urzędników skarbówki. Z ich wyliczeń wynika, że jeszcze dziesięć lat temu pensje w skarbówce były porównywalne do wynagrodzeń nauczycieli czy uposażeń w policji. Obecnie są o 25–30 proc. niższe.

Rząd ma teraz trudny orzech do zgryzienia, bo w większości urzędów i podmiotów publicznych, a także w służbach pieniądze na podwyżki zostały rozdzielone już na początku roku. Związkowcy wskazują także na PKN Orlen, gdzie już w trakcie kryzysu, w połowie kwietnia, przyznano pracownikom po 300 zł podwyżki i 3,5 tys. nagrody rocznej.

– Zanim rząd przeprowadzi cięcia, powinien zacząć najpierw od siebie – dodają związkowcy.