W dyskusji tej często pojawia się argument, że takie przymierze byłoby w stanie pokonać Armię Czerwoną już w 1939 r. i tym samym zapobiec biologicznemu i materialnemu wyniszczeniu narodu i państwa polskiego oraz półwiecznej zależności od Moskwy. Debata ta nie bierze jednak pod uwagę realnego stanu gospodarki niemieckiej w 1939 r., która nie mogła zapewnić zaopatrzenia logistycznego niemieckim siłom zbrojnym.

1 września 1939 r. Adolf Hitler ogłosił, że rząd Rzeszy od 1933 r. wydał na zbrojenia 90 mld marek. Było to propagandowe kłamstwo skierowane do zachodniej opinii publicznej. Na podstawie raportów gospodarczych SS-Wirtschaftsführera Hansa Kehrla wiemy, że realne wydatki na zbrojenia w latach 1933–1939 nie przekroczyły 40 mld marek.

Nawet w 1940 r. udział przemysłu zbrojeniowego w całkowitej produkcji przemysłowej Niemiec nie przekraczał 15 proc. Zakłady Kruppa czy Henschla produkowały zaledwie 40–50 czołgów miesięcznie. Mitem są też opisywane w wielu podręcznikach osiągnięcia produkcyjne i technologiczne niemieckich sił powietrznych. W 1939 r. zakłady produkujące sprzęt dla Luftwaffe nie osiągnęły poziomu montażu 1 tys. samolotów miesięcznie. Znamienne, że czterokrotnie wyższy poziom miały dopiero w 1944 r., kiedy niemal połowa infrastruktury gospodarczej Rzeszy leżała już w gruzach.

To dowodzi, że osławione i złowrogie hasło autorstwa Hermanna Göringa „Armaty zamiast masła" było jednym z największych blefów propagandowych w historii. 1 września 1939 r. Luftwaffe miała do dyspozycji 1180 samolotów bojowych, 771 myśliwców, 336 myśliwców nurkujących, 408 myśliwców wielomiejscowych, 40 samolotów szturmowych, 552 transportowe i 379 zwiadowczych. Warto jednak pamiętać, że w realnej gotowości bojowej było zaledwie 240 maszyn.

Z tym arsenałem nawet w sojuszu z Polską i innymi krajami Europy Środkowej Niemcy nie byli w stanie dokonać skutecznego ataku na ZSRR. Tymczasem w 1939 r. Sowieci mieli pod bronią 120 dywizji piechoty po 19 tys. żołnierzy każda oraz 16 dywizji kawalerii. Niemcy były w stanie wystawić 1,8 mln żołnierzy piechoty, wspartych zaledwie 6 dywizjami pancernymi w sile ok. 2800 czołgów, a podstawowym środkiem transportu Wehrmachtu były wozy konne.

Stalin już 14 sierpnia 1939 r. proponował Francji i Wielkiej Brytanii uderzenie prewencyjne na Niemcy siłą 9–10 tys. czołgów, 5500 samolotów bojowych i ze wsparciem 5000 ciężkich dział. Nawet w 1941 r. Hitler mógł zmobilizować jedynie 3,2 mln żołnierzy poborowych, z których tak naprawdę tylko roczniki 1914–1917 stanowiły przeszkolone oddziały. Nie można także zapominać, że wbrew propagandzie przedstawianej w kronikach Die Deutsche Wochenschau niemiecka flota wojenna w 1939 r. była stosunkowo słaba i przegrywała niemal każde porównanie, choćby z flotą francuską. Czy w świetle tych statystyk można uważać, że Polska miałaby jakiekolwiek szanse na przetrwanie, gdyby stanęła u boku Hitlera w wojnie przeciw ZSRR?

W 1939 r. braki surowcowe gospodarki niemieckiej były dramatyczne. Całkowicie brakowało chromu, jednego z podstawowych składników stali pancernej. Zakłady nie wykonywały planów przemysłowych ze względu na znaczne braki cynku, ołowiu, olejów mineralnych, miedzi, kauczuku, cyny, niklu i boksytu. Jednym słowem Niemcy były krajem na granicy załamania gospodarczego. Napięcie wojenne spowodowało, że 42 proc. niemieckich statków handlowych nie wypłynęło z portów po 1 września 1939 r. W rzeczywistości los polityczny Hitlera zależał w tych dniach od Stalina, który 19 sierpnia 1939 r. wyraził zgodę na podpisanie gigantycznego kontraktu o wartości 100 mln marek, gwarantującego Niemcom dostawy wymienionych surowców do sierpnia 1940 r.

W świetle tych danych możemy być pewni, że sojusz II Rzeczypospolitej i III Rzeszy przeciw ZSRR był kompletnie nierealny i z góry skazany na porażkę. Polska nie była Rumunią czy Bułgarią. Bez pokonania jej Hitler nigdy nie mógłby zrealizować swoich mocarstwowych planów.