Bardzo trudno już dziś dokładnie oszacować, jakie będę skutki rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wiadomo za to, że będę one duże, odczuwalne przez lata i dotkną wielu krajów Europy– wynika z raportu PIE „Warnomics. Gospodarcze koszty inwazji Rosji i Białorusi na Ukrainę”, przedstawionego we wtorek.
Załamanie gospodarki
Jeśli chodzi o samą Ukrainę, niewątpliwie wojna oznacza recesję ukraińskiej gospodarki w ogromnej skali – podkreślają eksperci PIE. Już teraz walki toczą się w regionach odpowiadających za ponad 55 proc. PKB tego kraju, a straty w PKB – jak szacuje ONZ – mogą sięgnąć w tym roku 100 mld dolarów. Nawet zachowawczy w swoich prognozach Międzynarodowy Fundusz Walutowy wskazuje, że zagrożone jest 35 proc. ukraińskiego PKB.
Dotychczasowe załamanie aktywności gospodarczej jest bezprecedensowe – zaznacza PIE. Połowa ukraińskich firm wstrzymała działalność, a pozostałe funkcjonują poniżej potencjału. Dochody budżetowe są siedmiokrotnie niższe w porównaniu z okresem sprzed rosyjskiej agresji.
W średnim i dłuższym okresie negatywnie na możliwości rozwoju gospodarczego Ukrainy wpłynie też katastrofa humanitarna. Konflikt to tysiące ofiar i największy od lat kryzys migracyjny – Ukrainę opuściło ponad 3,7 mln obywateli, a 6,5 mln przesiedliło się w granicach kraju. To wszystko obniża stan zdrowia ukraińskiego społeczeństwa, powoduje lukę w edukacji, zmniejsza liczbę osób zdolnych do podejmowania pracy itp.
Wzrost inflacji
Eksperci PIE podkreślają, że ogromnym wyzwaniem są też ogromne zniszczenia infrastruktury. Dlatego już dziś trzeba myśleć o tym, jak wesprzeć Ukrainę w powojennej odbudowie, w co powinny zaangażować się wszystkie organizacje międzynarodowe. To ważne też z tego powodu, że prywatne inwestycje zagraniczne mogą zacząć napływać do Ukrainy najwcześniej po pięciu latach od momentu zakończenia wojny.
Czytaj więcej
W wyniku wojny w Ukrainie polskie firmy przemysłowe odnotowały w marcu pierwszy od niemal półtora roku spadek wartości zamówień. Zareagowały ograni...
– Gospodarcze konsekwencje wojny odczuwać też będzie większość krajów UE, a tym w Polska – podkreśla Piotr Arak, dyrektor PIE. Tu trzeba wymienić m.in. szok na rynkach surowców energetycznych, a dalsze zmiany ich cen będą zależeć od sankcji nakładanych na agresora. Można też mówić o trwałym wzroście cen żywności, które obecnie na światowych rynkach są o ok. 40 proc. wyższe od poziomu z lat 2014–2016.
W efekcie PIE szacuje, że prognozy inflacji w Polsce w 2022 r. trzeba podnieść o 3,5 pkt proc., do 10,8 proc., średnio w 2022 r. Duże zmiany zajdą w też w międzynarodowej wymianie handlowej. Polska będzie musiała zmienić m.in. łańcuchy dostaw metali – w 2021 r. blisko 10 proc. sprowadzonego żelaza i stali pochodziło z Ukrainy, a drugie tyle trafiało do nas z Rosji i Białorusi. Dostawy ze Wschodu będą trudne do zastąpienia. Ukraina jest też dla Polski ważnym dostawcą olejów roślinnych, półproduktów do produkcji pasz, miodu oraz niektórych półproduktów z drewna, za to dla niektórych krajów UE – np. wiązek elektrycznych do aut.
Presja na finanse
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywnościowe, to dla wielu krajów może ono być zagrożone. Polska pod tym względem może jednak czuć się bezpieczna, ponieważ w produkcji zbóż, nabiału i mięsa jesteśmy samowystarczalni.
Za to trzeba się liczyć z ogromnymi obciążeniami dla finansów państwa w efekcie napływu uchodźców z Ukrainy, a także presji na wzrost wydatków na zbrojenia. Z kolei wysoka inflacja oznacza wzrost oczekiwanych stóp procentowych. – W efekcie jako kraj sąsiadujący z terenem objętym wojną możemy spodziewać się pogorszenia struktury polskiego długu publicznego i zwiększenie kosztów jego obsługi – zaznacza Jakub Rybacki z PIE.
Czytaj więcej
Wysoka inflacja i realny kryzys żywnościowy na świecie – oto konsekwencje wojny Rosji z Ukrainą.