Reklama

Maryja, matka Jezusa Guido Chiesa - recenzja

Niekonwencjonalna "Maryja, matka Jezusa" włoskiego reżysera Guido Chiesa od piątku w kinach – pisze Marek Sadowski

Publikacja: 14.08.2013 17:57

"Maryja, matka Jezusa"

"Maryja, matka Jezusa"

Foto: Vivarto

Postać matki Jezusa, Maryi, pojawiała się na ekranie bardzo często, ale zazwyczaj na drugim planie. Niewiele jest filmów, w których byłaby główną bohaterką, mało opowiadało o jej życiu. Jednym z nich jest „Mater Dei" (1951) Emilia Cordero, którego scenariusz powstał na podstawie nowotestamentowych apokryfów. Rozpoczyna się od młodości Matki Bożej i kładzie nacisk na jej przymioty – tej, która wyjednuje dla ludzi łaskę u Boga. Z kolei w „Marii z Nazaretu" (1994) Jean Delannoy pokazał z perspektywy matki najważniejsze etapy życia i męki jej syna.

Reklama
Reklama

Włoski reżyser Guido Chiesa w filmie „Maryja, matka Jezusa" (w oryginale zatytułowanego skromniej „Jestem z tobą"), konsekwentnie odcinając się od wszelkich ciągot hagiograficznych, całkowicie uczłowieczył niezwykłą bohaterkę swego filmu (graną przez dwie aktorki-amatorki: Nadię Khlifi – młoda i Rabeb Srairi – dorosła).

Jesteśmy w Palestynie ponad 2 tysiące lat temu, w kraju pod panowaniem Rzymian i despotycznego żydowskiego króla Heroda. Młoda dziewczyna z pasterskiej rodziny poślubia wdowca z dwojgiem dzieci, Józefa z Nazaretu (Mustapha Benstiti). Wychowana przez rodziców w duchu miłości i wzajemnego szacunku, z trudem znosi patriarchalne stosunki panujące w nowym domu. Z natury pogodna i przychylnie nastawiona do świata młoda kobieta przeciwstawiająca się nadmiernemu karaniu dzieci nawet za błahe przewinienia czy sprzeciwiająca się obrzędowi obrzezania budzi zdziwienie w nowej rodzinie i naraża się na srogi gniew szwagra, pełniącego rolę głowy rodu. Za nim stoi wielowiekowa tradycja i wspierające go szacowne grono ortodoksyjnych mędrców (jednego z nich gra Jerzy Stuhr).

Maryja nie jest jednak zdeterminowaną buntowniczką z feministycznym odchyleniem. To kobieta inteligentna i sprytna, zdająca sobie sprawę, że z mędrcami może wygrać jedynie ich bronią – zapisanym w Biblii Słowem Bożym. I udowodnić im niekonsekwencję w jego interpretacji. Jej główny cel to ukształtowanie człowieczeństwa w dorastającym Jezusie.

Ten sugestywny portret matki i jej relacji z synem, wspieranej dyskretną obecnością Józefa, nakręcił Chiesa w przypominających Palestynę sprzed tysiącleci surowych plenerach tunezyjskiej prowincji, z udziałem miejscowych aktorów, w większości amatorów. Zagrali w swoim ojczystym języku wywodzącym się z hebrajskiego, aramejskiego i arabskiego.

Reklama
Reklama

Religia od dawna inspirowała malarstwo, rzeźbę, architekturę, literaturę i muzykę. Naturalne więc było, że po tematy religijne sięgnęli twórcy zaraz po narodzinach kina. Już w 1897 r. Louis Lumiere sfilmował w Czechach widowisko pasyjne ukazujące życie Jezusa od pokłonu trzech króli aż po zmartwychwstanie. Ówczesne środki techniczne służyły do celów czysto ilustracyjnych, np. aby przedstawić cuda i cudowność zdarzeń. Były to zazwyczaj żywe obrazy, konstruowane stosownie do wyobrażeń i gustów epoki.

Na zainteresowanie filmowców tematami religijnymi nie wpływały względy ideowe, duchowe czy artystyczne, ale komercyjne. W latach następnych tematyka się rozszerza, a zyski przestały być jedyną inspiracją. Ekranizowano więc wybrane fragmenty Starego i Nowego Testamentu, biografie świętych i błogosławionych, ludzi związanych z Kościołem, kapłanów, zakonników, filmowano powieści uznawane za dzieła pisane w duchu chrześcijańskim.

Od lat 70. XX wieku interpretacje tematów ewangelicznych stały się bardziej swobodne. I w tym nurcie należy umieścić najnowszy film Guido Chiesa. Wielką zaletą jego opowieści religijnej o narodzinach Chrystusa i życiu jego ziemskich rodziców są wspaniałe zdjęcia i oddanie realiów życia tamtego okresu.

Zwiastun filmu "Maryja, matka Jezusa"

 

Reklama
Reklama
Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama