Długo musiał pan namawiać Chiarę Mastroianni, by zagrała w dość ekshibicjonistycznym dla niej filmie „Marcello mio”?
Przez lata poznaliśmy się z Chiarą świetnie. Zrobiliśmy razem siedem filmów, niedawno pracowaliśmy przy superciekawej sztuce teatralnej. Szukaliśmy kolejnego projektu. Spytałem, czy zagrałaby na ekranie siebie: córkę wielkiej Catherine Deneuve i Marcella Mastroianniego. W filmie, w którym musiałaby zmierzyć się z legendą ojca i zrozumieć, kim jest sama. Byłem przekonany, że Chiara odmówi. Wiem, jak bardzo męczą ją nieustanne pytania dziennikarzy: „Jak to jest być córką Marcella Mastroianniego i Catherine Deneuve?”. Ale ona już do tego przez te wszystkie lata przywykła. Powiedziała: „Pisz. To może być zabawne!”.