– Mam dla was dobrą wiadomość, kino jest w znakomitej formie. Siedząc w kinie, podróżowaliśmy przez ostatnie dni po świecie i w czasie. Myśleliśmy o naszej przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Twórcy szeroko otworzyli nam okna na świat – powiedziała Isabelle Huppert, przewodnicząca jury konkursu głównego.
Razem z nią oceniali filmy Agnieszka Holland, James Gray, Andrew Haigh, Kleber Mendonça Filho, Abderrahmane Sissako, Giuseppe Tornatore, Julia von Heinzi Zhang Ziyi. Za najlepszy film uznali „W pokoju obok” Pedra Almodóvara o prawie do godnej śmierci, ale też o życiu.
Nielegalna tabletka śmierci w filmie Almodóvara
Bohaterki filmu zaprzyjaźniły się w młodości, pracując jako dziennikarki w tej samej gazecie. Potem ich drogi się rozeszły – Martha została korespondentką wojenną, Ingrid – poczytną pisarką. Po latach się spotykają. Martha jest śmiertelnie chora, chce umrzeć na własnych warunkach, dokonać eutanazji. Kupiła nielegalnie „tabletkę śmierci” i prosi Ingrid, by towarzyszyła jej w ostatnich dniach życia. Przejmujące kreacje tworzą w tym filmie Tilda Swinton i Julianne Moore.
Czytaj więcej
— Mam dla was dobrą wiadomość, kino jest w znakomitym stanie – powiedziała Isabelle Huppert, przewodnicząca jury konkursu głównego. Razem z nią oce...
Jurorzy spełnili marzenia hiszpańskiego mistrza Almodóvara, który nigdy dotąd, nawet za swoje najważniejsze filmy, nie dostał canneńskiej Złotej Palmy, tutaj w 2019 roku odebrał Złotego Lwa za całokształt twórczości, a teraz kolejnego – za „W pokoju obok”.
– To mój pierwszy film po angielsku, ale jego duch jest hiszpański – powiedział na scenie Almodóvar, apelując o człowieczeństwo, które tak bardzo potrzebne jest w turbulentnych czasach.
Ten apel unosił się nad całym festiwalem weneckim. Podczas gali mówili o konflikcie między Palestyną i Izraelem, ktoś wspomniał o „wszystkich zbrojnych konfliktach”, które dziś pochłaniają ofiary. W swoich filmach artyści przestrzegają przed narastającymi ruchami neofaszystowskimi, pokazują kraje, gdzie łamane są prawa człowieka i rządzą dyktatury. Cofają się do przeszłości, by powiedzieć, że burzliwa, tragiczna historia XX wieku niczego nas nie nauczyła.
Lekcje wojny i dyktatury
Srebrny Lew Grand Jury Prize przypadł filmowi „Vermiglio” Maury Delpero o miłości i tragedii, jaką przeżywa młoda dziewczyna z włoskiej prowincji w ostatnim roku II wojny światowej. W jej alpejskiej wiosce, położonej z dala od frontu, nie czuje się wojny, choć z wielu domów poznikali młodzi mężczyźni. Ona, dziewczyna z dużej rodziny, zakochuje się w uciekinierze z wojska, który zjawia się w okolicy. Ta miłość nie przyniesie jej szczęścia.
Czytaj więcej
W wielu krajach do władzy dochodzą ugrupowania radykalne, świat zalewają szerzące nienawiść ruchy neonazistowskie i alt-prawicowe. Artyści nie mogą...
W innym włoskim filmie „Pole bitwy” Gianni Amelio cofa się do I wojny światowej, by pokazać szpital, do którego trafiają ciężko ranni na froncie żołnierze, ale i ci, którzy gotowi są nawet okaleczyć się, by tam nie wrócić.
Świetny film przywiózł Walter Sales. „I’m Not Here”, nagrodę za jego scenariusz dostali Murilo Hauser i Heitor Lorega. To autentyczna historia rodziny, która w latach 70. ubiegłego wieku przeżyła tragedię, prześladowana przez panującą w Brazylii juntę wojskową. Bohater, były kongresmen, ojciec piątki dzieci, zostaje aresztowany i ślad po nim ginie. Jego żona wychowa dzieci, a z czasem skończy prawo i po upadku junty będzie szukać zaginionych. W filmie Sallesa są ból, rozpacz, strach, ale też hart ludzi, którzy w czasach dyktatury próbują zachować wewnętrzną wolność.
Za najlepszego reżysera festiwalu jury uznało Brady’ego Corbeta. Jego „Brutalista” to opowieść o węgierskim Żydzie, który wyemigrował z Europy do Stanów w 1947 roku. Ma za sobą tragiczne doświadczenie wojny, obozu koncentracyjnego, rozdzielenia z żoną. W Ameryce Laszlo Tot chce zacząć nowe życie. Brady w trwającym trzy i pół godziny filmie śledzi jego losy, rejestruje historię architekta, który zaczyna robić karierę, ale nie może sobie poradzić z samym sobą i własnymi wspomnieniami. To również film o Ameryce, jej stosunku do emigrantów, odradzającym się antysemityzmie.
Dzisiejszy świat jest trudny
Nie mniej bolała na weneckim ekranie współczesność. Nagroda specjalna jury przypadła „April” Dea Kulumbegashvili – historii lekarki oskarżonej o spowodowanie śmierci dziecka w czasie porodu, ale też o podziemiu aborcyjnym w kraju, w którym usuwanie ciąży jest nielegalne.
W obrazach dzisiejszego świata jurorzy dostrzegli też najciekawsze kreacje aktorskie. Nicole Kidman w „Babygirl” Haliny Rejin, opowieści o pożądaniu i upokorzeniu – zagrała należącą do establishmentu kobietę, dyrektorkę wielkiej firmy, matkę, żonę świetnego artysty, osobę funkcjonującą w korporacyjnej, niszczącej rzeczywistości, która tęskni za odrobiną szaleństwa, wchodząc w ostry, seksualny układ ze stażystą ze swojej firmy. Trzeba dużo odwagi, by na zagranie takiej odważnej roli zdecydowała się gwiazda.
Czytaj więcej
„W pokoju obok” z Tildą Swinton i Julianne Moore to opowieść o prawie do godnej śmierci, ale też o życiu i decyzjach, które mogą na nim zaważyć.
Nagrodę za rolę męską odebrał Vincent Lindon za wspaniałą kreację w „Jouez avec le feu” sióstr Coulin. Zagrał robotnika, ojca, który po śmierci żony sam wychował dwóch synów, a teraz musi zmierzyć się z tym, że starszy z nich, 22-letni, zaczyna zadawać się z miejscowymi, prawicowymi ekstremistami. Ich pełna nienawiści ideologia kłóci się z wartościami, które są dla niego ważne. A wszystko zmierza ku tragedii. Dla mnie to jeden z najważniejszych tytułów tego festiwalu.
„Joker: Folie a Deux” to smutne podsumowanie festiwalu
W bardzo oczekiwanym „Jokerze. Folie a Deux” Todda Phillipsa zło jest pociągające, atrakcyjne, powszechne. Przemiana Jokera, który ściera z twarzy maskę i chce zerwać z przeszłością mordercy, nie jest akceptowana przez tych, których porwał kiedyś swoim buntem. Wykrzyczał przecież swoje „Nie!” w imieniu tych, którzy głosu nie mają. Zwyczajny facet, który chciałby wreszcie być szczęśliwy, nie jest im potrzebny.
„Joker: Folie a Deux” to smutne podsumowanie weneckiego festiwalu. Ale w końcu nie żyjemy dziś w najlepszym ze światów. Artyści przestrzegają przed katastrofą. To też ich rola.