Jest bezczelny i pewny siebie. A może tylko pewnego siebie udaje. 

Reklama
Reklama

— Ma pani problemy emocjonalne – rzuca psycholożce, z którą rozmawia, by jeszcze na końcu dodać, że stosuje faszystowskie metody.

Dante jest nastolatkiem okaleczonym przez życie. Z dzieciństwa pamięta głownie zapijaczonego ojca, mieszka u sióstr zakonnych. W warszawskim liceum im. Barei (!), gdzie uczniowie w kiblu wypisują: „Dajcie mi punkt podparcia, a obesram ziemię”, chodzi do klasy, do której nauczyciele wrzucili takich jak on: trudnych, zbuntowanych, dysfunkcyjnych, nie do opanowania, potrafiących każdego nauczyciela doprowadzić do obłędu. Albo do szpitala. Na początku „Piep*zyć Mickiewicza” dyrektorka szkoły szuka właśnie dla drugiej B nowego wychowawcy. Nikt z grona pedagogicznego nie chce się tego podjąć. I jak to zwykle bywa: w drzwiach staje nowy polonista - młody, z nierówną fryzurą spadającą na oczy, podobno wydał jakieś książki, ale idzie do szkoły, bo gdzieś musi zarobić na życie. „On chyba jest pijany” – rzuca ktoś. „Przestań dramatyzować. Ma uczyć, a nie prowadzić TIR-a” – odpowiada dyrektorka.

Dalej jest według znanego z wielu podobnych produkcji schematu: Jan Sienkiewicz walczy o tych zdeprawowanych, skreślonych przez „porządny świat” chłopaków i dziewczyny. Łatwo nie jest, ale z czasem zdobywa ich zaufanie. Poza problemami rasowymi, jest w „Piep*zyć Mickiewicza” wszystko, co w podobnych filmach – amerykańskich, brytyjskich, niemieckich, francuskich – zwykle bywa. Ale to nie zarzut. „Piep*zyć Mickiewicza” ma swój styl i jest sprawnie opowiedziany przez Sarę Bustamante-Drozdek, która w ostatnich trzech latach rękę ćwiczyła głównie w telewizyjnych serialach.

Film zaczyna się w rytmie mocnego hip-hopu, piosenkę „Bunt”, którą można usłyszeć w zapowiedziach, wykonują raperzy olszakumpel i Janusz Waszczuk. Na ekranie pojawiają się narkotyki, szantaż. W miarę upływu czasu rytm opowieści spokojnieje i zmienia się. Dante ma swoje „drugie dno”, jego agresja jest obroną przed światem, który zdążył już go zawieść. Ukrywa swoje oczytanie, wrażliwość i prawdziwy literacki talent. A zaletą filmu jest to, że wszyscy niemal jego bohaterowie – uczniowie i nauczyciele – nie są papierkowi. Mają swoje ukryte dramaty. Jest tu zblazowana dziewczyna zakochana w głównym bohaterze i ta druga, która ma za sobą doświadczenie odwyku w psychiatryku, a dziś usiłuje wrócić do zwykłego życia. Są chłopaki, do których nikt nie wyciągnął ręki. I wcale nie pochodzą z patologicznych środowisk. Może są zaniedbywani, mało kochani, zdani na siebie. 

Czytaj więcej

„Johnny”: kapłan, który dawał drugie życie

Atutem filmu jest aktorstwo. Jak zawsze znakomity Dawid Ogrodnik w roli Jana Sienkiewicza, Weronika Książkiewicz, Joanna Liszowska. Przede wszystkim jednak świetny Hugo Tarres, wielka obietnica na przyszłość, student pierwszego roku szkoły teatralnej, absolutnie zawłaszczający ekran, prawdziwy w każdym wydaniu – zblazowanego łobuza i czułego chłopaka szukającego miłości. A poza nimi cała grupa znakomitej młodzieży: szesnasto-, siedemnastolatków, którzy są pierwszy raz ekranie, a grają jak zawodowcy. Brawo dla reżysera castingu.

„Piep*zyć Mickiewicza” nie jest filmem dla koneserów kina. To obraz skierowany do młodzieży, może nie odkrywczym, ale ze starannie napisanym scenariuszem, zrealizowany na dobrym poziomie, z fajnymi, młodymi wykonawcami. Wyprodukowany przez Tadeusza Lampkę, który doskonale czuje potrzeby masowej publiczności. Sama jestem ciekawa, czy jego nowa propozycja zdoła przebić się do widzów. Może pomoże jej intrygujący tytuł?