Barbie wygnana z raju. Ten film będzie hitem lata

Oscary 2024 - nominacja w kategorii najlepszy film. Kampowy film „Barbie” Grety Gerwig proponuje łopatologiczną diagnozę społeczną.

Aktualizacja: 08.03.2024 14:23 Publikacja: 20.07.2023 13:25

Margot Robbie

Margot Robbie

Foto: AFP

Początek filmu? Absolutny szał. Różowy, przesłodzony świat stworzony przez firmę Mattel żyje swoim wyśnionym życiem. Jego królową jest piękna, stereotypowa Barbie (Margot Robbie), ale są tu również całe zastępy innych lalek – prawniczki, naukowczynie, lekarki, wprowadzone do lalkowej serii po krytyce feministek. W Barbie Landzie one rządzą. Ken (Ryan Gosling) i jego koledzy specjalnie się nie liczą.

Jednak szczęście panuje niepodzielnie. Na przyjęciu wydanym przez Barbie wszystko lśni i wiruje. Aż do chwili, gdy rozbawiona gospodyni rzuca w tańcu: „Myślicie czasem o śmierci? Która z nas pierwsza umrze?”. Nagle wszystko zamiera. Przerażona Barbie szybko poprawia się: „Chciałam powiedzieć: która z nas pierwsza zejdzie z parkietu”. Muzyka wybucha z nową siłą, ale w Barbie coś zaczyna się psuć. Lalka musi stanąć twardo na ziemi, w świecie zwyczajnych ludzi, by odnaleźć dziewczynkę, przez którą przestała dobrze funkcjonować.

Jak Barbie zmienia popkulturę

Trudno uwierzyć, że Barbie to już dziś pani po sześćdziesiątce. Urodziła się na nowojorskich targach zabawek w 1959 roku, stworzona przez Ruth Handler, która potem, razem z mężem, założyła firmę Mattel. W miarę upływu czasu świat Barbie zapełniał się przyjaciółkami i młodszymi siostrami. Pojawili się też jej chłopak Ken i jego koledzy, a także liczne zwierzęta. Barbie zmieniała się tak jak popkultura. Dziś ma już nie tylko ubrania i domy, ale też samochody – kabriolety i jeepy, motorówki, samoloty.

Przez te lata Barbie była oskarżana o propagowanie anoreksji, traktowanie kobiet jak obiekty seksualne (choć jak mówi w filmie - nie ma waginy), rasizm. Mattel bronił się. Powstały lalki „puszyste”, o różnych kolorach skóry i bardzo różnych zainteresowaniach. Wszystkie one meldują się na ekranie w filmie Grety Gerwig.

Czytaj więcej

Oppenheimer, ojciec bomby atomowej, na ekranach kin. Plejada gwiazd

Wydawałoby się, że nie ma artystki, której dalej byłoby do przesłodzonej, popkulturowej Barbie niż Greta Gerwig. Żona Noaha Baumacha, przyjaciółka Andrew Bujalskiego, braci Duplass. Członkini nowojorskiej bohemy, która na początku XXI wieku tworzyła mumblecore – ruch kina niezależnego, niskobudżetowego, realistycznego. Często powstającego w wyniku improwizacji, opartego na błyskotliwych dialogach i przede wszystkim – portretującego pokolenie ówczesnych trzydziestolatków, szukających swojego miejsca w świecie. A jednak dziś Gerwig coraz wyraźniej zbacza w stronę Hollywoodu, już jako reżyserka. Wielkie studia widzą w niej szansę na przyciągnięcie nowej publiczności, innej od tej, która chodzi na blockbustery z Cruisem czy Fordem.

Początkowo Gerwig, razem z mężem, miała tylko napisać scenariusz „Barbie”. Potem jednak nie chciała oddać tekstu w cudze ręce. Przystępując do zdjęć. W wywiadzie dla „Hollywood Reporter” powiedziała: „Czegokolwiek się spodziewacie, my damy wam coś zupełnie innego. I nawet nie wiedzieliście, że tego chcecie”.

Coś w tym jest. Gerwig porywa widza, całkowicie wciąga w kampowy, różowy świat. W sali kinowej co chwilę słychać śmiech. Reżyserka portretuje świat zaprogramowany przez Mattela, gdzie teoretycznie kobieta jest najważniejsza, ale tak naprawdę to idiotka. Dlatego w filmie Barbie i zakochany w niej Ken odbywają swoją lekcję relacji społecznych. Barbie spotyka sceptycznie do niej nastawioną dziewczynkę i jej matkę, należącą do jeszcze innej subkultury. Ken jest zachwycony siłą ziemskich mężczyzn i po powrocie do krainy bajki - Barbie Land - chce zmienić w Ken Land. Gerwig opowiada o dominacji mężczyzn i iluzoryczności dopuszczania kobiet do wysokich pozycji. Ba, nawet w samej firmie Mattel, kobieta może dziś być najwyżej asystentką zarządu czyli sekretarką. Ale „Barbie” nie jest filmem feministycznym. Reżyserka przewrotnie pokazuje, że niebezpieczna jest każda dominacja. Dominacja kobiet też.

"Barbie": Hit, lecz nie głęboki

Gerwig już wcześniej, choćby w „Małych kobietkach”, udowodniła, że jest bardzo sprawną reżyserką. Teraz potwierdza swoje zdolności. Potrafi zrobić musical, wzruszyć piosenką, skontrastować cień starszej pani Ruth Handler ze światem, jaki ona przed laty stworzyła. I prowadzić aktorów. Margot Robbie zachwyca kreacją lalki, która odkrywa płynące po policzkach łzy. Ryan Gosling potwierdza talent musicalowo-taneczny, jaki pokazał w „La La Landzie” i sprawdza się jako Ken, choć fanki będą pewnie lekko zniesmaczone jego białą czupryną i głupawym wyrazem twarzy.

Greta Gerwig chce udowodnić, iż nawet w najbardziej sztucznych elementach naszej kultury kryje się „zaproszenie do dyskusji”. I pierwsi zachodni krytycy powtarzają, że „Barbie” to opowieść o relacjach społecznych, kino wręcz filozoficzne. Jednak spójrzmy trzeźwo: zarówno ta diagnoza społeczna, jak i filozofia są na bardzo podstawowym, niemal prymitywnym poziomie, więc ci, którzy będą na ekranie szukać głębszych analiz, zawiodą się. Ale czy tego wymagamy od wakacyjnego hitu?

„Barbie” z pewnością będzie hitem. I wystarczy na bajkę z morałem, że prawdziwe życie, nawet nie zawsze najszczęśliwsze, jest lepsze od sztucznego raju.

Film
Cannes 2024: Mistrz Jacques Audiard i wschodząca gwiazda Coralie Fargeat
Film
Cannes 2024. Kontrowersyjni giganci Francis Ford Coppola i Yorgos Lanthimos
Film
Cannes 2024: Yorgos Lanthimos z surrealistycznymi „Rodzajami życzliwości”
Film
Cannes 2024: Francis Ford Coppola wraca na Croisette z „Megalopolis”
Film
Trzecia miłość w trzecim sezonie „Bridgertonów”
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?