- Fascynacja aktorstwem była dla mnie czymś naturalnym właściwie od dzieciństwa. – mówiła „Rz” w jednym z wywiadów. - Nie lubiłam bawić się lalkami, raczej sama inscenizowałam zabawy. Niektóre były dość odważne, np. jako mała dziewczynka tańczyłam na parapecie weneckiego okna w sukni balowej zrobionej własnoręcznie z halki mojej matki. Zakładałam się wtedy z koleżankami, ilu przechodniów zatrzyma się na mój widok. I niejeden z obserwatorów był z lekka przerażony, bo rzecz działa się na parapecie okna na pierwszym piętrze.

Czytaj więcej

Nie żyje Barbara Krafftówna

Do Złotej Setki Teatru Telewizji wybrano spektakl z 1971 roku "Wizyta starszej pani". Wiele osób dziwiło się, jak Krafftównie, młodej wówczas aktorce, udało się uwiarygodnić postać starej, zgorzkniałej Klary Zachanassian?

Krafftówna wspominając tę postać stwierdziła:

- Bardzo dużo czerpię z obserwacji. Właściwie podglądam życie cały czas. Matka uczyła mnie od dzieciństwa obserwowania przyrody i ludzi. Świadomości ciała zaś uczył mnie oczywiście Iwo Gall.

Iwo Gall – jeden z reformatorów powojennego teatru w Polsce, scenograf, a przede wszystkim pedagog był jej absolutnym, artystycznym guru. Spotkała się z nim jeszcze podczas wojny, kiedy to brała udział w zajęciach założonego przez Galla, krakowskiego konspiracyjnego Studia Dramatycznego. Tam oprócz aktorstwa miała lekcje pantomimy i tańca.

Od 1945 r. Studio działało przy Teatrze Starym w Krakowie, a  potem Gall wraz z uczniami, m.in. Krafftówną, wyjechał do Teatru Wybrzeże, początkowo w Gdyni. Gdzie w 1946 r. zadebiutowała rolą Rybaczki w „Homerze i Orchidei” Gajcego.

Role sceniczne Barbary Krafftówny mocno wpisały się w historię polskiego teatru. Była aktorką Iwo Galla, ale też Kazimierza Dejmka czy Erwina Axera – W Teatrze Współczesnym Axera zagrała m.in. w głośnej „Play Strindberg” w reż. Andrzeja Wajdy.  Kilkakrotnie powracała na scenę Teatru Dramatycznego. To właśnie tam w 1957 roku była pierwszą w dziejach Iwoną, księżniczką Burgunda, bohaterką wcześniej dramatu zakazanego w Polsce Witolda Gombrowicza.

– Myślę, że Gombrowicz dla teatru to była zupełnie nowa epoka - mówiła mi aktorka. To była rakieta kosmiczna wystrzelona w inną galaktykę. Otworzył się kompletnie inny świat sceniczny, warsztatowy, świat wyobraźni, którą należało wypełniać.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Do Gombrowicza wracała jeszcze kilkakrotnie. Będąc w USA wystąpiła w monodramie „Biesiada u hrabiny Kotłubaj”. Po latach udało mi się namówić ją, by zagrała w Teatrze TV w mojej adaptacji tego utworu, tym razem w roli Starej Markizy. Pamiętam, jak wtedy bardzo zaprzyjaźniła się z Anną Polony i miały nadzieję na dalszą współpracę. Cieszyła się też ze spotkania z Bohdanem Łazuką, z którym przed laty stanowili niezapomniany duet w „Kabarecie Starszych Panów”, a ich słynna piosenka „Przeklnę Cię” była jednym z hitów Kabaretu.  

Przez wiele lat reżyserzy najchętniej obsadzali ją w rolach pogodnych, komediowych, czasem wręcz groteskowych. O tym, że potrafi także wzruszać, przekonał dopiero Wojciech Has. To on zaproponował Krafftównie zagranie jednej z najciekawszych postaci kobiecych w polskim kinie, czyli Felicji w "Jak być kochaną". To była jej absolutnie wielka kreacja, i dziwne, dlaczego podobnego wyzwania nie podjęli inni reżyserzy.

Krafftówna grywała postacie kruche, ale też silne i zdecydowane. Najbardziej „charakterną” była oczywiście Honoratka w serialu „Czterej pancerni i pies”. Ta rudowłosa dziewczyna z warkoczykami  przyniosła jej ogromną popularność, choć jak przyznawała, na początku odrzuciła tę propozycję i zmieniła zdanie, na wyraźne życzenie syna, który znając powieść Przymanowskiego  wróżył tej ekranizacji duży sukces. 

Lubiła wyzwania. Mając świadomość, że po rolach Elżbiety w „Kurce wodnej” oraz Wandy w „Janie Karolu, Macieju Wścieklicy w Narodowym okrzyknięto ją „modelową aktorką Witkacego” postanowiła zrobić następny krok. W 1983 r. wyjechała do Los Angeles, by wystąpić w roli  "Matki" Witkacego. Grana po angielsku Janina Węgorzewska zdobyła nagrodę prestiżowego miesięcznika "The Drama Logue". Pod koniec lat 90. Barbara Krafftówna wróciła do Polski. Zagrała w kilku filmach, nie rezygnowała z teatru. Widzowie oklaskiwali ją m.in. w Och-Teatrze w komedii kryminalnej „Trzeba zabić starszą panią” a wcześniej Teatrze Na Woli zagrała w sztuce Remigiusza Grzeli „Oczy Brigitte Bardot”. Ostatnio wystąpiła w dokumencie „Krafftówna w krainie czarów” oraz spełniła swe marzenie z młodości i zagrała Anielę Dulską w zrealizowanej przez Radio Dla Ciebie „Moralności pani Dulskiej”. Propozycja ucieszyła ją tym bardziej, że w roli Dulskiego wystąpił Franciszek Pieczka,  czyli serialowy Gustlik.