[b]Rz: Film składa się z dwóch niezależnie opowiadanych historii: pierwszej - o umierających pacjentach przebywających w zakładzie opieki paliatywnej; drugiej - o siostrze komentującej te zdjęcia. Skąd pomysł? [/b]

- Chciałem dokonać konfrontacji dwóch rzeczywistości. Moja siostra jest osobą kochającą życie, odrzucającą śmierć. Bardzo o siebie dba. Zaprosiłem ją do mojego świata, filmu o śmierci. Wyświetlałem jej sceny nakręcone w zakładzie opieki paliatywnej. Było to jak otwarcie puszki Pandory. Sprowokowało u niej przywołanie przeszłości, naszych rodziców. Powstał film o wyrzucie sumienia. Nie tylko jej, ale i moim. Może także innych ludzi.

[b]Chciał pan wywołać u siostry emocje, których wcześniej nie wypowiedziała?[/b]

– Do czasu kręcenia filmu rzadko się widywaliśmy, w zasadzie nie mieliśmy czasu na głębszą rozmowę. Dzieli nas duża różnica wieku, działamy w innych branżach, mamy całkiem innych znajomych. Tak naprawdę film jest moim pierwszym poważnym spotkaniem z siostrą.

[b]Odczuwał pan w czasie kręcenia filmu, że to osobliwa sytuacja?[/b]

- Tak. W pewnym momencie rozpłakałem się. To było wtedy, gdy siostra zapytała mnie, co czułem gdy filmowałem wywożenie mebli z mieszkania rodziców po ich śmierci. Nie jestem miłośnikiem przechowywania materialnych pamiątek, a jednak słowa siostry sprawiły, że emocje wzięły górę. W filmie nie ma tych ujęć, bo dla widzów płaczący reżyser to kicz, rodzaj szantażu emocjonalnego.

[b]Czy ten film zmienił pana relacje z siostrą?[/b]

- Wzmocnił je. Siostra często teraz do mnie dzwoni. Zależy jej, by zbudowany w czasie filmu kontakt był kontynuowany. Cieszy mnie to, bo też chciałbym być bliżej niej, choć na razie wolę czekać. Boję się, że ta zmiana jest jedynie rodzajem obronnej reakcji po śmierci rodziców.

[b]Nie czuje pan zażenowania z powodu dzielenia się swoją prywatnością z widzami? [/b]

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

- Intymne kino jest już dość powszechne na świecie. Kilka takich filmów nakręciłem, zaczynając od „Takiego pięknego syna urodziłam”. Ale na pewno - to nie jest film dla każdego. Uważam jednak, że zadaniem dokumentalisty jest opowiadać o człowieku. Mówiąc o sobie, mówię o innych.

[b] W zakładzie opieki paliatywnej z niesamowitą cierpliwością fotografuje pan umieranie ludzi. Często wstrząsające. [/b]

- Działaliśmy przy pełnej akceptacji rodzin i bohaterów zbliżających się do kresu. A oni nie tylko zgodzili się na rejestrację, ale - chcieli jej. Żeby była pamiątka dla bliskich. Materiały, które nie zostały wykorzystane w filmie, przekazaliśmy rodzinom. Najważniejsze było dla mnie utrwalenie silnych emocji między odchodzącymi, a ich rodzinami. Pokazanie, jak istotna jest w chwili umierania obecność bliskich. Nie rejestrowałem upokorzenia umierania. Wszyscy moi bohaterowie mają klasę.

[b]Dlaczego wciąż powraca pan do tematu swojej rodziny i śmierci?[/b]

- Każdy twórca ma wątki, które szczególnie nie dają mu spokoju. Śmierć jest tematem ważnym dla każdego. Nie tylko dla mnie.

[i]Rozmawiała Małgorzata Piwowar[/i]