Główni bohaterowie filmu nie są asami wywiadu, co może sugerować tytuł. Bo bohaterem tej argentyńsko-hiszpańskiej bajki jest Stefan Malutki, który po raz pierwszy pojawił się na ekranach w 2007 roku. To mysz do zadań specjalnych, ale nie w typie Jamesa Bonda. Nie walczy z szajką szpiegów. Tylko w pocie czoła pracuje, by dzieci były szczęśliwe.
Ilekroć jakiś berbeć zgubi mleczaka, Stefan zabiera go i pozostawia w zamian monetę. W pierwszej części cyklu chciał się na nich wzbogacić niecny siostrzeniec jubilera i szef fabryki przerabiającej mleczaki na perły. Tym razem gryzoń będzie miał kłopoty za sprawą impresaria muzycznego Don Pudlova.
Stefan (Cezarego Żaka, który użyczył mu głosu w pierwszej odsłonie, zastąpił Tomasz Kot) jest już zmęczony swoim fachem. Ale nie może go porzucić, bo dzieci nadal w napięciu oczekują wizyt słynnej myszy. Zwłaszcza pewien chłopiec, który z chęcią poznałby tajniki pracy Stefana Malutkiego. Tymczasem sidła na gryzonia zastawia chciwy Don Pudlov (Morawski). Zamierza zbić fortunę na monetach pozostawianych przez Stefana, a przede wszystkim zrobić ze Stefana celebrytę, ujawniając światu gadającą mysz.
Na szczęście z pomocą Stefanowi przybędą jego przyjaciele: asystentka Mariola, Bratek, czyli najmniejszy gryzoń świata, zblazowany gwiazdor muzyczny Stach i Lola – piękna mysia agentka.
Słabością pierwszej części było nieudane połączenie wykreowanych komputerowo myszek z żywymi aktorami. Ilekroć akcja koncentrowała się na perypetiach ludzi, bajka traciła czar, raziła sztucznością. Jak będzie tym razem?
Nie było pokazu prasowego, więc muszą państwo przekonać się o tym na własną odpowiedzialność. Podejrzewam jednak, że sequel – podobnie jak oryginał – to rozrywka przede wszystkim dla widzów, którzy właśnie zaczęli tracić mleczaki. Starszym kinomanom lepiej pokazać przygody smakosza Remy’ego z „Ratatuja” amerykańskiej wytwórni Pixar lub Roddy’ego St. Jamesa, szczura arystokraty z „Wpuszczonego w kanał” studia Aardman Animations z Wielkiej Brytanii.