Reklama
Rozwiń
Reklama

Subtelne kino się nie starzeje

Zestaw trzech filmów Stanisława Różewicza dowodzi, że reżyser zawsze bronił najprostszych wartości

Publikacja: 19.07.2011 01:42

Subtelne kino się nie starzeje

Foto: ROL

Kiedy umarł, prawie trzy lata temu, poczułam, że zrobiło się dziwnie pusto. Jak wtedy, gdy znika nagle ktoś bliski. Bo coraz mniej wokół nas ludzi uważnych, potrafiących bez pośpiechu przyglądać się życiu. Nieopętanych biegiem, wyścigiem, zdobywaniem, tylko przeżywających głęboko świat. Pomyślałam, że już za nim tęsknię. I że będę tęsknić coraz bardziej.

Może dlatego z takim sentymentem biorę dzisiaj do ręki box z trzema filmami Stanisława Różewicza.

Jako artysta był zawsze dość samotny. Nie wpisał się w szkołę polską ani potem w kino moralnego niepokoju, choć przecież był blisko obu nurtów. Rozliczał się z wojenną przeszłością lub opowiadał o rozterkach ludzi, którym przyszło dokonywać ważnych życiowych wyborów, jednak zawsze miał własny, indywidualny styl. Był twórcą wrażliwym, wyczulonym w takim samym stopniu na wielkie dramaty i sprawy drobne. Jego filmy, zazwyczaj wyciszone, złożone z niuansów i detali, przejmują prawdą i wnikliwością obserwacji. Różewicz bronił najprostszych wartości – miłości, przyjaźni, wierności, uczciwości.

W boksie wydanym przez Telewizję Kino Polska znalazły się trzy filmy. Z różnych okresów. „Drzwi w murze" pochodzą z 1973 roku, „Kobieta w kapeluszu" z 1984, „Anioł w szafie" z 1987. Ale łączy je podobne wyczulenie na prawdę. Wszystkie opowiadają o artystach i zderzeniu sztuki z rzeczywistością.

W „Drzwiach w murze" znany dramaturg przyjeżdża na Wybrzeże, gdzie trwają próby do jego sztuki. Zatrzymuje się w domu dwóch kobiet, stając się mimowolnym świadkiem ich dramatu. Matka twierdzi, że córka ją maltretuje, ale sama odcina jej możliwość ułożenia sobie życia osobistego. Wobec tej przeraźliwej pętli miłości i nienawiści mężczyzna pozostaje bezradny. Wyjeżdża, zamykając za sobą niewidzialne drzwi.

Reklama
Reklama

Aktorka, bohaterka „Kobiety w kapeluszu", patrzy w przyszłość z nadzieją. Gdy w teatrze pojawia się znany reżyser, który ma wystawić „Króla Leara", dostaje rolę Kordelii. Jednocześnie przychodzi propozycja z filmu. Ale okazuje się, że nie wszystko zależy od ambicji i talentu. Świat młodej kobiety wali się jak domek z kart. Zostają tylko marzenia.

„Anioł w szafie" to film w filmie. Dźwiękowiec, nagrywając dla córki, która wyjechała za granicę, głosy z kraju, przypomina sobie historię z własnego życia. Kiedyś, kochając się z kobietą, nie zareagował na krzyki dochodzące z parku. Następnego dnia znaleziono tam ciało mężczyzny.

Różewicz pokazuje meandry uczuć, mówi o odpowiedzialności za własne czyny, o niejednoznaczności współczesnej moralności.

Zadziwiające, jak dobrze te wyciszone, kameralne filmy przetrwały próbę czasu. Szkoda, że w boksie nie znalazła się podobna w sposobie rejestrowania świata „Samotność we dwoje". Chętnie wróciłabym też do epickiego „Westerplatte" odbrązawiającego polski Wrzesień '39, pokazującego dramat dowódców rozdartych między romantycznymi mitami a odpowiedzialnością za swoich żołnierzy. Do „Świadectwa urodzenia", „Głosu z tamtego świata", „Trzech kobiet" czy „Rysia" – opowieści o ludziach naznaczonych przez wojnę. Myślę, że te filmy – pełne wrażliwości na detale, oszczędnie zrealizowane i zagrane – też się nie zestarzały.

Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Berlinale'26. Burza medialna wokół Wima Wendersa. Arundhati Roy odwołała przyjazd
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama