Zdjęcie pierwsze: starsza kobieta ociera łzy. – To Ela. Płacze, bo jej kolega umarł – opowiada autor. – Ta niesamowita osoba, pomimo że sama nic nie ma, ciągle pomaga innym. Ukończyła ekonomiczną uczelnię wyższą, a żyje ze śmiesznie niskiego zasiłku.

Zdjęcie drugie: starszy człowiek odpoczywa w swoim mieszkaniu. To kolega Eli.

– Janusza nazywają malarzem. Wraz dwójką innych lokatorów zajmuje poddasze jednej z kamienic na Brzeskiej. Nie płacili rachunków i teraz żyją bez prądu – mówi Pisuk.

Zdjęcie trzecie: młody mężczyzna leży na łóżku, obok niego jego syn Wiktor. Obaj wpatrują się w rybki pływające w stojącym na półce akwarium.

– Żyją bez łazienki, z toaletą na korytarzu. Marcin haruje całe dnie, żeby utrzymać rodzinę, która niedługo jeszcze się powiększy – zdradza Pisuk. – Jego żona Ada zajmuje się czesaniem psów.

Zdjęcie czwarte: Sylwia towarzyszy Markowi podczas kąpieli. Poznali się na spotkaniu u Marcina. Teraz ze sobą mieszkają i oczekują dziecka. Są bardzo szczęśliwi, choć dzieli ich duża różnica wieku.

Maciej Pisuk to człowiek „z zewnątrz". Na Pragę trafił przypadkiem. Kiedy w 2002 r. przeprowadził się do tej dzielnicy, był w trudnej sytuacji życiowej. Branża, w której do tej pory pracował, w pewnym momencie zamknęła przed nim drzwi. Bo nie zgodził się na niekorzystne dla rodzin bohaterów zmiany w swoim scenariuszu filmu dokumentalnego opowiadającego o zespole hiphopowym Paktofonika.

– To był fatalny okres. Nie bardzo wiedziałem, co mam ze sobą zrobić – wspomina Pisuk. – Wtedy wprowadziłem się na ul. 11 Listopada, do mojej ówczesnej narzeczonej. Tamtejszy widok z okna zrobił na mnie takie wrażenie, że od razu zapytałem, czy w domu jest aparat fotograficzny.

I tak rozpoczęła się przygoda Pisuka z fotografią. Wcześniej nie zajmował się tą dziedziną sztuki nawet amatorsko.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Na początek ograniczał się tylko do robienia zdjęć z okna. To jednak szybko przestało mu wystarczać.

– Snucie się z aparatem po okolicy było jedynym rodzajem aktywności, do której mogłem się zmusić – opowiada. – Dzięki temu jednak codziennie spotykałem tych samych ludzi. Z czasem zacząłem wdawać się z nimi w rozmowy, poznawałem ich problemy, a oni moje.

Dlatego wielu bohaterów swoich prac dziś śmiało może nazwać przyjaciółmi.

– Moje zdjęcia są świadectwem naszych bliskich relacji – mówi fotograf. – Chcę odczarować stereotypy, które tych ludzi stygmatyzują. Moi bohaterowie mają twarze i często trudną przeszłość. To nie jest jakaś tam anonimowa nędza.