– Koszty obsługi sporu z Eureko na tle umowy prywatyzacyjnej PZU wyniosły dotychczas 14,7 mln zł – ujawnił ”Rzeczpospolitej” Maciej Wewiór, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu Państwa.

To i dużo, i mało. Wszystko zależy od tego, jak ten prowadzony od prawie dziesięciu lat konflikt skończy się dla Skarbu Państwa.

Na razie znów nabiera dynamiki. Pod koniec czerwca minister skarbu zakończył negocjacje z Eureko o PZU. To jednak nie rozwiązało sytuacji. Inwestor nadal dochodzi swoich praw przed międzynarodowym arbitrażem. W pierwszej części postępowania uznał on Polskę za winną opóźniania tej prywatyzacji. – Obecna faza sporu uruchamia gigantyczne koszty dla obu stron – mówi Grzegorz Domański, partner w kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka. Jego kancelaria prowadzi kilka procesów przed międzynarodowymi arbitrażami.

– Teraz na scenę wchodzą forensic accountants – wyjaśnia. Są to specjaliści zajmujący się wyceną odszkodowań w procesach sądowych, czasami też są nazywani audytorami dochodzeniowymi. Ich wynagrodzenie porównywalne jest do tego, jakie otrzymują prawnicy. Nikt jednak nie chce ujawniać, ile kosztuje raport uzasadniający wysokość roszczenia w sprawie podobnej do tej o PZU. Według informacji ”Rz” raport wstępny może kosztować około 500 tys. funtów (ok. 2 mln zł).

Przypomnijmy, że Eureko zażądało od Polski 35,6 mld zł odszkodowania za opóźnianie prywatyzacji PZU. Holendrzy mają umowę z polskim rządem, który – jak twierdzą – obiecał im sprzedaż dodatkowych 21 proc. akcji (dziś mają 33 proc.) ubezpieczyciela wraz z wprowadzeniem go na giełdę. Miało to nastąpić w 2001 roku. Raport uzasadniający wysokość roszczenia zagraniczny inwestor zamówił w holenderskim oddziale firmy PricewaterhouseCoopers. Do przygotowania odpowiedzi Polska wynajęła w kwietniu amerykański bank inwestycyjny Lehman Brothers. Obsługę prawną od kilku lat prowadzi natomiast kancelaria Salans oraz wynajęta na początku roku przez Prokuratorię Generalną kancelaria Hogan & Hartson (pracuje w niej znany prawnik Andrzej Mikosz, były minister Skarbu Państwa). Eureko reprezentuje m.in. kancelaria White & Case.

W podobnych sporach każdy z przeciwników przedstawia własny raport dotyczący szacunków odszkodowania. Określa w nim jego wysokość lub odnosi się do raportu strony przeciwnej. Nad tymi dokumentami pracują całe zespoły audytorów dochodzeniowych, ale kluczowy jest ten, który przedstawia go w sądzie (najczęściej partner/wspólnik firmy audytorskiej). To on musi mieć dar tłumaczenia i przekonywania arbitrów, że roszczenia jego klienta to te właściwe. – Wysokość szkody wyliczana jest na podstawie tzw. utraconych korzyści, a to bardzo trudno określić – mówi specjalista dochodzeniowy jednej z firm audytorskich z renomowanej ”wielkiej czwórki”. Zadaniem przeciwników jest zbić te założenia i wykazać ich absurdalność.

– Z naszych doświadczeń wynika, że różnice między żądanym odszkodowaniem a faktycznie zasądzonym nie przekraczają 20 proc. pierwotnej kwoty – podsumowuje. Dodaje, że jeżeli dla obu stron pracują renomowane firmy, to rzadko się zdarza, by obalony został cały raport i nie doszło do wypłaty odszkodowania. W minionym tygodniu ”Rz” ujawniła wyrok międzynarodowego arbitrażu w sprawie amerykańskiej firmy Cargill. Dochodziła ona od Polski około 100 mln dol. odszkodowania, ostatecznie ma otrzymać tylko jedną piątą tej sumy.

– Dopóki nie ma wyroku arbitrażu, cały czas piłka jest w grze i w każdej chwili możliwa jest jeszcze ugoda – podkreśla Grzegorz Domański.