Na początku ubiegłego roku zarządzającym funduszami nie brakowało optymizmu. Oczekiwali oni, że ceny na giełdzie wzrosną o kilkanaście procent.
Wśród wyzwań, jakie na 2011 rok stawiały sobie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI), często wymieniano działania mające zachęcić klientów do inwestowania.
Przestrzelone prognozy
Rzeczywistość okazała się jednak inna. Ceny akcji na warszawskiej giełdzie poleciały ostro w dół, a klienci bardzo wstrzemięźliwie podchodzili do funduszy, zwłaszcza tych agresywnych. W efekcie cały rok dla branży nie był zbyt udany.
Aktywa funduszy inwestycyjnych spadły o ponad 4 proc., do 114,3 mld zł. Ten relatywnie niewielki spadek to głównie efekt większej aktywności TFI na tzw. rynku aktywów niepublicznych.
Biorąc natomiast pod uwagę tylko fundusze rynków kapitałowych, wartość środków pozostających w zarządzaniu TFI spadła o 14 proc. (14,3 mld zł), do 87,7 mld zł. Dodatkowo TFI musiały się zmagać z odpływem pieniędzy klientów, jaki przybrał na sile po letnim załamaniu na giełdach.
Roczne saldo wpłat i umorzeń wynosi ok. 2 mld zł. Obronną ręką wyszły jedynie fundusze bezpieczne (obligacji i rynku pieniężnego).
– Prognozy na rok 2011 w większości bazowały na założeniu kontynuacji pozytywnych trendów obserwowanych na giełdach oraz w realnej gospodarce w latach 2009 – 2010. Świadomość zagrożeń była zbyt niska i w efekcie większość prognoz okazała się zbyt optymistyczna – mówi Piotr Lubczyński, zarządzający portfelami, Biuro Zarządzania Aktywami KBC TFI.
– Jest to zresztą charakterystyczne zjawisko, że gwałtowne zwroty na rynku z reguły nie stanowią scenariusza bazowego prognoz. Zespoły analityczne prognozujące koniunkturę giełdową na rok bieżący będą prawdopodobnie bardziej podzielone w swych opiniach i jednocześnie bardziej ostrożne, co powinno poprawić trafność, a o pozytywne zaskoczenia również powinno być łatwiej – zaznacza Piotr Lubczyński.
Znów dominuje optymizm
Ale ten rok ma być lepszy. Choć zarządzający funduszami po prognostycznej wpadce z ubiegłego roku są bardziej wstrzemięźliwi w swoich przewidywaniach, jednak przeważają opinie, że w drugiej połowie roku na giełdzie będzie poprawa, choć nie unikniemy dużej zmienności notowań.
Średnia oczekiwań tych zarządzających, którzy podzielili się prognozami, daje kilkunastoprocentowy potencjał wzrostu wskaźnika szerokiego rynku w Warszawie – indeksu WIG.
Optymistycznie na rynek patrzą też domy maklerskie. Modele stosowane przez nie wykorzystywane do sporządzania rekomendacji mówią, że ten rok na giełdzie może być bardzo udany.
Zdecydowana większość rekomendacji wydawanych w ostatnich dwóch miesiącach ubiegłego roku to oceny pozytywne. Patrząc na ceny docelowe, można oczekiwać, że na koniec tego roku akcje – w ujęciu rocznym – zdrożeją średnio o ponad 20 proc.
Kto wypada najlepiej
Ale trudno, by było inaczej. Wyceny znacznej większości firm notowanych na warszawskiej giełdzie są na historycznie niskich poziomach, wyniki finansowe wciąż są przyzwoite, a rokowania dla gospodarki na ten rok, choć nieco słabsze, nie przewidują załamania.
Jeśli zatem optymistyczne prognozy miałyby się sprawdzić, warto spojrzeć, które fundusze inwestycyjne radzą sobie na rynku najlepiej. Z tym niestety nie jest dobrze.
Z naszej analizy przeprowadzonej na podstawie wyników z trzech ostatnich lat, a więc obejmujących zarówno okres hossy, jak i załamania na giełdzie, wynika, że zaledwie co piąty fundusz wypracował wynik lepszy od tzw. benchmarku (wzorzec liczony dla każdej grupy funduszy uwzględniający zmianę cen akcji, obligacji i instrumentów rynku pieniężnego).
Najlepiej w tym względzie wypadały fundusze bezpieczne – rynku pieniężnego i obligacji. Fatalnie natomiast fundusze mieszane, zwłaszcza zrównoważone. Jednak i tu można znaleźć takie, które bez trudu radzą sobie z rynkiem.
Wśród nich można wymienić na rynku akcji te zarządzane przez Allianz. W grupie funduszy mieszanych wyróżniają się zarządzający Union Investment i PKO. Najbardziej stabilne wobec benchmarku wyniki w grupie funduszy bezpiecznych mają SKOK, PZU i Aviva (obligacje) oraz Idea i KBC (rynek pieniężny).
Poradnik „Rzeczpospolitej": gdzie lokować pieniądze
Jak rozłożyć akcenty, czyli w które aktywa inwestować
W I półroczu z uwagi na perturbacje w strefie euro zarządzający funduszami inwestycyjnymi radzą raczej się trzymać z daleka od giełdy. Do wykrystalizowania się sytuacji doradzają gromadzenie gotówki, wykorzystując jednocześnie okazje do zakupów akcji. Większość pieniędzy należy jednak trzymać w funduszach pieniężnych.
Docelowo portfel na ten rok powinien składać się w ok. 30 – 35 proc. z funduszy akcji. Na jednostki funduszy obligacji powinniśmy przeznaczyć ok. 10 – 15 proc. pieniędzy. Reszta to jednostki funduszy pieniężnych oraz lokaty. Generalnie rozkład portfela mniej więcej odpowiada funduszowi stabilnego wzrostu. Biorąc pod uwagą prognozy zarządzających, taki portfel powinien dać w tym roku minimum 9 proc. zysku.
1. Na co zwracać uwagę Inwestując w fundusze, należy patrzeć na powtarzalność wyników. Nie należy kierować się jednorazowymi stopami zwrotu, które fundusze często wykorzystują w materiałach reklamowych.
2. Ważna dywersyfikacja Trzeba pamiętać o różnorodności portfela. Umiarkowany optymizm zarządzających sugeruje, że warto część pieniędzy zainwestować w akcje. Można wykorzystać np. fundusze mieszane (zrównoważone i stabilnego wzrostu). Można też samemu stworzyć taki portfel, składający się z najlepszych funduszy akcji, obligacji i rynku pieniężnego (proporcje zależą od akceptowanego ryzyka). Choć z uwagi na prowizje jest to nieco droższe, to taki portfel może przynieść ponadprzeciętne zyski.
3. Które akcje obserwować Wolne środki można przeznaczyć na kupowanie akcji w tzw. dołkach. Jedną z preferowanych przez analityków branż jest mocno przecenione w 2011 r. budownictwo. Warto też zwrócić uwagę na fundusze akcji inwestujące w spółki amerykańskie.