Obraz światowych giełd uległ w ciągu zaledwie kilku dni diametralnej zmianie. Przede wszystkim chodzi tu o postawę graczy na rynku amerykańskim.
Jeszcze przed tygodniem dyskontowali oni coraz lepsze dane z gospodarki i lepsze od oczekiwań wyniki firm za pierwszy kwartał. Wydawało się, że nieszczególnie zwracali uwagę na to, co działo się w Europie w związku z dramatyczną sytuacją w zadłużonej Grecji.
Jednak w końcówce tygodnia również za oceanem nastąpiło tąpnięcie, jakiego nie widziano od ponad 20 lat. Tym samym amerykańskie giełdy akcji dołączyły do ogólnoświatowego trendu pozbywania się ryzykownych aktywów.
Niestety, w połączeniu z wciąż napiętą sytuacją w Grecji źle to wróży na nadchodzące dni. Wprawdzie nie można wykluczyć próby odreagowania, ale ze wzrostowym trendem chyba na dłużej musimy się pożegnać.
Rynki wschodzące odczuły to szczególnie dotkliwie. Reprezentujący je indeks w ciągu tygodnia stracił na wartości ponad 7 proc. Najbardziej ucierpiały rynki w Rumunii, Turcji i na Węgrzech.
W cenach bieżących warszawska giełda zaprezentowała się trochę lepiej. Warto jednak zwrócić uwagę, że WIG20 wyrażony w dolarach spadł o ponad 18 proc. i w takiej kategorii należał do najsłabszych.
Jednak tak głęboka przecena może być zachętą dla spekulacyjnego kapitału zagranicznego do powrotu na nasz rynek.
W najbliższym czasie oczy inwestorów wciąż będą zwrócone na peryferyjne kraje strefy euro oraz na ewentualne poczynania agencji ratingowych wobec nich. Jeśli z tej strony nie nastąpią przykre niespodzianki, ruch powrotny jest całkiem prawdopodobny.
Ponieważ jednak problemów fiskalnych tzw. krajów PIGS (skrót od angielskich skrótów Portugalii, Włoch, Grecji i Hiszpanii) nie da się rozwiązać od ręki, musimy się przyzwyczaić, że w najbliższych tygodniach zmienność na rynkach finansowych pozostanie bardzo duża.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=c.adamczyk@rp.pl]c.adamczyk@rp.pl[/mail][/i]