Prezydent Donald Trump znowu zaskoczył. W wywiadzie dla „New York Post”, udzielonym we wtorek, powiedział, że możliwe jest wznowienie negocjacji z Irańczykami i to w ciągu dwóch dni. Rozmowa przeprowadzona telefonicznie przez dziennikarkę Caitlin Doornbos miała nietypowy przebieg, była dwuczęściowa.

Reklama
Reklama

W pierwszej Trump mówił, że rozważania o kolejnych rozmowach toczą się „ale trochę powoli” i zasugerował, że – w niekreślonym terminie – odbędzie się druga tura amerykańsko-irańskich negocjacji i to gdzieś w Europie. Na myśl przychodziła Genewa, gdzie odbyło się spotkanie negocjatorów obu krajów tuż przed rozpoczęciem 28 lutego wojny przeciwko Iranowi przez USA i Izrael.

Czytaj więcej

Negocjacje USA-Iran to wielka gra Pakistanu. Przebudzenie muzułmańskiego giganta

Donald Trump do dziennikarzy: Nie wracajcie z Islamabadu. Kiedy może się tam odbyć druga tura negocjacji amerykańsko-irańskich?

Jednak pół godziny później amerykański prezydent oddzwonił do Caitlin Doornbos, która jest nadal w Islamabadzie, i powiedział, by ona i inni reporterzy nie wracali stamtąd. Bo to dobre miejsce na negocjacje, do których może dojść w ciągu dwóch dni. Jak wyjaśnił „marszałek polny wykonuje dobrą robotę”.

Chodzi o Asima Munira, wpływowego dowódcę pakistańskiej armii, który wraz z premierem Shehbazem Sharifem był w ostatni weekend mediatorem w pierwszych bezpośrednich amerykańsko-irańskich negocjacjach na wysokim szczeblu. Trump nie po raz pierwszy wyróżnił Munira, zresztą nawet sam premier Pakistanu sugerował w sobotnim przemówieniu do narodu, że rola marszałka w ustanawianiu pokoju w regionie ma się „zapisać złotymi zgłoskami”.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Donald Trump zamiast niszczenia cywilizacji wybrał irański plan zakończenia wojny

Nadzieje na wznowienie negocjacji Pakistańczycy wyrazili jeszcze przed ukazaniem się wywiadu z Trumpem w nowojorskim dzienniku. Ale nie wskazywali tak optymistycznego terminu, najbliższych dwóch dni, jak on. Wspominali o „najbliższych dniach”, a to, że chodzi o więcej niż dwa dni, sugerowała zapowiedź spotkania szefów dyplomacji kilku krajów muzułmańskich w Turcji, na którym ma być opracowana oferta akceptowalna dla Iranu i USA. Chodzi o ministrów z Pakistanu, Egiptu i Turcji, którzy są na liście uczestników forum dyplomatycznego w tureckiej Antalii. Zaczyna się ono dopiero w piątek. Turcy i Egipcjanie odegrali ważną dyplomatyczną rolę w przygotowaniu ubiegłotygodniowych negocjacji w Islamabadzie.

Kontrola cieśniny Ormuz to nadal supernarzędzie Irańczyków

Wydaje się, że Trump jest zainteresowany kolejnymi negocjacjami, bo jego nowy pomysł na zakończenie irańskiej blokady cieśniny Ormuz, boleśnie odczuwanej przez cały świat i zagrażającej notowaniom jego Partii Republikańskiej w roku wyborów połówkowych, nie okazał się zbyt skuteczny. 

Według specjalistycznych firm cieśninę przepłynęły w ciągu doby cztery statki. Pomysł Trumpa, który oficjalnie wprowadzono w życie w poniedziałek, polega – przynajmniej w wersji podanej przez dowództwo armii USA, bo zapowiedź prezydenta była inna – na tym, że amerykańska marynarka wojenna nie przepuszcza tylko tankowców korzystających z irańskich portów nad Zatoką Perską, a także w Zatoce Omańskiej (po drugiej stronie cieśniny Ormuz na drodze na otwarty ocean). Wygląda na to, że – przynajmniej na razie – nie tylko nie doprowadziło to do wznowienia ruchu tankowców, które nie korzystają z irańskich portów nad Zatoką i nie godzą się na gigantyczne opłaty narzucane przez reżim ajatollahów. Pojawił się inny problem. Irańczycy bezkarnie wykorzystują port Czabahar, który leży nad Zatoką Omańską, kilkaset kilometrów na wschód od cieśniny Ormuz. O dwóch tankowcach, które stamtąd wypłynęły, informowali m.in. analitycy brytyjskiej BBC. Jeden z nich płynie do Chin. 

Blokowanie cieśniny Ormuz nadal wydaje się supernarzędziem w rękach Irańczyków. Choć Trump nie przyznaje, że to go skłania do dalszych negocjacji.

Czytaj więcej

Irańska opozycjonistka dla „Rzeczpospolitej”: To nie jest nasza wojna

Co dalej z irańskim programem atomowym? Donald Trump niezadowolony z obietnic J.D. Vance'a

W wywiadzie dla „New York Post” podał najważniejszy warunek, który mają spełnić Irańczycy, jeżeli chcą długotrwałego pokoju. Ściślej ten warunek wymienił już wiceprezydent J. D. Vance, który stał na czele amerykańskich negocjatorów w Islamabadzie. Chodzi o całkowite wstrzymanie irańskiego programu nuklearnego, tak by nie było szans na wyprodukowanie bomby atomowej. Ale Vance, jak wynika z doniesień medialnych, chciał, by zakaz wzbogacania uranu obowiązywał 20 lat (lub co najmniej 20 lat). Iran zaś miał się godzić na okres pięcioletni, choć w jego 10-punktowym planie długotrwałego pokoju jest mowa o prawie do wzbogacania uranu. Ten plan Trump uznał ponad tydzień temu, gdy zdecydował się wstrzymać zapowiadane niszczenie cywilizacji irańskiej, za roboczą podstawę negocjacji z Iranem.

Teraz Trump stwierdził, że oferta 20 lat złożona przez Vance’a mu się nie podoba, czyli jest zbyt szczodra. Nie powiedział, czy to oznacza, że wiceprezydent nie będzie przewodził amerykańskiej delegacji w czasie potencjalnej drugiej tury negocjacji. Wiadomo, że na jej czele nie stanie sam Trump. 

Czytaj więcej

Były szef Szin Betu: Netanjahu wysłał ludzi na wojnę, ale nie powiedział o co walczą

Historyczne spotkanie przedstawicieli Izraela i Libanu w Waszyngtonie

Dwutygodniowy rozejm ogłoszony w zeszłym tygodniu po odwołaniu przez Trumpa wielkiego ataku na Iran miał obejmować cały region, włącznie z Libanem, w którym Izrael prowadzi operację militarną. Tak podali Pakistańczycy i przez chwilę wydawało się, że tak również uważają Amerykanie. Premier Izraela Beniamin Netanjahu szybko przekonał ich do zmiany zdania. Izraelczycy nie wstrzymali wojny, której deklarowanym celem jest dobicie Hezbollahu. 

Czytaj więcej

Izrael chce dalszej wojny z Iranem, ponieważ nie osiągnął swojego głównego celu

Ale pojawiła się nadzieja, że ją wstrzymają, co pomogłoby także w uzyskaniu porozumienia między USA a Iranem. We wtorek w Waszyngtonie doszło do historycznego, pierwszego od dekad bezpośredniego spotkania między przedstawicielami Izraela i Libanu (państw, które nie utrzymują stosunków dyplomatycznych). Ranga nie była bardzo wysoka, spotkali się ambasadorowie, ale w roli mediatora wystąpił amerykański sekretarz stanu Marco Rubio.

Ze strony amerykańskiej wypłynęło po spotkaniu optymistyczne oświadczenie, że Izrael i Liban rozpoczną bezpośrednie negocjacje na temat zakończenia wojny w Libanie. Problem polega na tym, że Hezbollah nie zamierza się podporządkować. Odrzucił pomysł prowadzenia rozmów z „uzurpatorskim izraelskim bytem”, do ostatniej chwili wzywał rząd do odwołania spotkania w Waszyngtonie i zapowiedział, że się nigdy nie podda.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Trzy przyjaciółki z Teheranu

Sytuację komplikuje też to, że Hezbollah, najsilniejsza organizacja szyitów, stanowiących prawie 1/3 mieszkańców Libanu, jest w rządzie, a to on ma mu narzucić rozbrojenie i pozbawienie wpływów. 

Niezbyt optymistycznie nastraja brak daty negocjacji pokojowych. Strona izraelska sugerowała, że to kwestia tygodni. To duża rozbieżność z planami Trumpa w sprawie wznowienia negocjacji z Iranem. A one tak czy owak muszą dotyczyć Libanu i proirańskiego Hezbollahu.