Jak przeciwnicy irańskiego reżimu oceniają dotychczasowe skutki wojny, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły 28 lutego?
Sytuacja jest nieprzejrzysta. Oczywiście wielu Irańczyków było zadowolonych z eliminacji generałów Korpusu Strażników Rewolucji i Alego Chameneiego. Ja też byłam zadowolona. Podobnie wielu widzi korzenie tej wojny w samej Republice Islamskiej. Ale ta wojna ma trzech uczestników: rząd USA, rząd Izraela i reżim w Iranie. To nie jest nasza wojna. Jednocześnie żaden porządny człowiek nie chce, aby ludność cywilna była w ten sposób atakowana, a obiekty cywilne i infrastruktura były niszczone. Nikt nie jest w stanie w pełni opisać nastrojów mieszkańców Iranu, skoro dostęp do internetu został całkowicie odcięty od początku wojny. To nie do przyjęcia.
Czytaj więcej
Nocne orędzie prezydenta USA nie było żadnym przełomem. Ani w kwestii wojny przeciwko Iranowi, ani cen ropy, ani przyszłości NATO. Pełne było typow...
Czy Amerykanie działają – jak powiedział kilka dni temu Donald Trump – dla „dobra wolnego świata”?
Wojna nigdy nie jest dla dobra wolnego świata. Można próbować ją usprawiedliwiać, argumentując, że sam reżim irański przyczynił się do eskalacji – na przykład poprzez swoją politykę wobec Izraela, kryzys z zakładnikami w ambasadzie USA [zaraz po rewolucji islamskiej, od listopada 1979 do stycznia 1981 r. – red.] lub wojny zastępcze w regionie. To po części prawda. Historia pokazuje jednak również, że same Stany Zjednoczone i Izrael wielokrotnie działały w sposób agresywny. Często współpracowały z siłami reakcyjnymi, a nie postępowymi, na przykład w walce z komunistami. Ponoszą zatem również część odpowiedzialności za obecną sytuację – tym bardziej, że postrzegają siebie jako część demokratycznego świata.
Jak dotąd tylko Kurdów można uznać za zdolnych do działania. Są niezwykle dobrze zorganizowani i demokratyczni
Czy pani zdaniem ta wojna może jeszcze doprowadzić do zmian politycznych w Teheranie, przekształceń wewnątrz reżimu lub nawet jego upadku?
Nie jestem pewna. Niektórzy mają nadzieję, że osłabienie reżimu w wojnie – którą on sam propagował od powstania Republiki Islamskiej, a obecnie jest dodatkowo eskalowana przez rządy USA i Izraela – może doprowadzić do zmiany politycznej. Ale sytuacja jest zbyt niejasna. Znaczna część tak zwanej irańskiej opozycji niestety nie jest zdolna do podjęcia działań. Jak dotąd tylko Kurdów można uznać za zdolnych do działania. Są niezwykle dobrze zorganizowani i demokratyczni. Potrzebują jednak również dobrze zorganizowanych demokratycznych partnerów wśród innych części irańskiej opozycji. Niestety, takich jeszcze nie ma. Grupy się tworzą, co jest bardzo dobrą wiadomością, ale panuje wiele niejasności. Dlatego jestem obecnie bardzo zaniepokojona.
Kilka tygodni temu mówiło się, że syn ostatniego szacha, Reza Pahlawi, mógłby stanąć na czele opozycji i zostać nowym przywódcą. Co pani o tym sądzi? Czy jest ważnym graczem politycznym?
Nic o tym nie sądzę. Jest nieodpowiedzialny i niekompetentny. Niektórzy z jego zwolenników zachowują się w sposób faszystowski. Kłamał, że zwerbował od 50 tys. do 150 tys. żołnierzy. Twierdził również, że wysłał do Iranu 100 tysięcy Starlinków, co nie jest prawdą. Twierdzi, że wszyscy go chcą – to również nieprawda. Grupa jego zwolenników w Iranie jest bardzo mała i rozdrobniona, a w niektórych regionach, takich jak Kurdystan, Ahwaz, Beludżystan i części Azerbejdżanu, jest raczej odrzucany. On nie dystansuje się od okrucieństw popełnionych przez jego rodzinę za rządów szacha; wręcz przeciwnie, czasami wręcz ich broni. Niedawno zaatakował również koalicję kurdyjską. Nie uważam go za postać jednoczącą naród, wręcz przeciwnie: polaryzuje i nie opowiada się za postępem.
Czytaj więcej
Rząd Izraela nie powiedział, jaka ma być rzeczywistość polityczna po wojnie. Nikt nie określił, na czym miałoby polegać zwycięstwo z Iranem - mówi...
W styczniu przez Iran przetaczały się wielkie antyrządowe protesty. Czy świat już zapomniał o ich ofiarach?
Niestety tak. Szczerze mówiąc, uczestnicy styczniowych protestów zostali całkowicie porzuceni. Od początku tej wojny w Iranie stracono co najmniej 14 osób, w tym siedmiu uczestników styczniowych protestów. Jednego pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela, sześciu innych było członkami Mudżahedinów Ludowych [organizacja islamistyczno-lewicowa, walcząca najpierw z szachem, potem z ajatollahami, aktywna zwłaszcza na uchodźstwie – red.]. W czasie protestów nie było pomocy, a teraz przymyka się oczy na los tych ludzi.
Czy marzy pani o powrocie do ojczyzny? Co musiałoby się wydarzyć, żeby to było możliwe?
Tak, zdecydowanie o tym marzę. W ciągu ostatnich 21 lat widziałam rodziców w sumie tylko przez trzy miesiące. Mój ojciec zmarł w 2017 r. Żyję na wygnaniu, a moje prawo do powrotu do ojczyzny jest systematycznie negowane.