Generał Dan Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, 31 marca potwierdził to, co dla wszystkich było chyba oczywiste od kilku tygodni. W operacji Epicka furia biorą udział nie tylko najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie amerykańskie samoloty wielozadaniowe i bombowce stealth B-2 Spirit (pol. Duch), ale także zasłużone, stare ośmiosilnikowe bombowce B-52.

Reklama
Reklama

Generał oświadczył, że w związku z wywalczeniem całkowitego panowania w przestrzeni powietrznej nad Iranem, bombowce B-52 wykonują obecnie misje bezpośrednio nad terytorium Iranu. Nie oznacza to, że wcześniej w operacji nie uczestniczyły – oznacza natomiast, że zamiast ataków rakietowych prowadzą teraz „klasyczne" bombardowania. Udział bombowców B-52 we wcześniejszej fazie operacji przeciwko Iranowi CENTCOM, czyli Centralne Dowództwo Stanów Zjednoczonych potwierdził już na początku marca. 

Tym samym na niebie Iranu pojawił się samolot, który ma za sobą ponad 70 lat służby w amerykańskich siłach powietrznych – i który, jak wykazały chińskie analizy wojskowe, pozostaje największym wyzwaniem dla strategii obronnej Chin.

Bombowce B-52 pojawiły się już na irańskim niebie

Włączenie B-52 do operacji Epicka furia przebiegało według klasycznej sekwencji. Gdy pod koniec lutego USA i Izrael rozpoczęły wspólną ofensywę powietrzną przeciw Iranowi, pierwszą falę uderzeń prowadziły bombowce stealth – B-2 Spirit – wspierane przez B-1B i lotnictwo taktyczne. Ich zadaniem było przełamanie irańskiej obrony przeciwlotniczej, zniszczenie kluczowych węzłów dowodzenia i wyrzutni rakietowych. Dopiero gdy irańska obrona powietrzna została w wystarczającym stopniu osłabiona, do akcji nad terytorium Iranu weszły B-52.

Nie był to jednak ich debiut w całej operacji – CENTCOM potwierdził ich udział już 3–4 marca. Pierwsze trzy maszyny – z 5. Skrzydła Bombowego z bazy Minot AFB w Północnej Dakocie – wylądowały w bazie RAF (Królewskich Sił Powietrznych) Fairford w Wielkiej Brytanii 9 marca, dołączając do stacjonujących tam już samolotów bombowych B-1B. Bazę dzieli od Teheranu około 4 500 km, czyli mniej niż połowa dystansu z kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Pozwoliło to niemal podwoić tempo realizacji misji bojowych.

Pozostała część maszyn operowała z bazy Diego Garcia na Oceanie Indyjskim, oddalonej od południowej granicy Iranu o około 3 700 km. To ta sama baza, która była celem spektakularnego, choć nieudanego ataku irańskimi rakietami balistycznymi. Fakt ten został uznany za dowód, że Irańczycy dysponują pociskami balistycznymi o zasięgu znacznie przekraczającym deklarowane przez nich 2 000 km.

Czytaj więcej

USA za wojnę z Iranem zapłaciły już 38 miliardów dolarów. Rachunek nadal rośnie

USA zaczęły atak na Iran od ataków z dystansu

W obu przypadkach bombowce przenosiły głównie pociski manewrujące AGM-158 JASSM (Joint Air-to-Surface Standoff Missile), uderzając w cele z dystansu, znajdując się poza zasięgiem irańskich systemów przeciwlotniczych.

JASSM to ten sam typ pocisku, który w liczbie około 500 sztuk zamówiła dla swoich F-16 i F-35 Polska (tylko część została już dostarczona). Wersja ER (Extended Range), którą Polska konsekwentnie zamawia, ma zasięg przekraczający 900–1000 km. Wersja podstawowa AGM-158A dysponuje mniejszym zasięgiem wynoszącym około 370–400 km. Obecnie Lockheed Martin pracuje nad wersją rozwojową AGM-158D JASSM-XR (Extreme Range, czyli zwiększony zasięg) o zasięgu 1600–1900 km. Tej wersji nad Iranem Amerykanie jednak najprawdopodobniej jeszcze nie mogli użyć.

Foto: PAP

W ciągu pierwszych 72 godzin od włączenia B-52 do nalotów uderzono łącznie w ponad 1 700 celów na terytorium Iranu. Uderzenia objęły stanowiska dowodzenia i łączności wojsk rakietowych, wyrzutnie i magazyny rakiet balistycznych, zakłady produkcji dronów kamikadze oraz bazy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Pod koniec marca nastąpiła jednak jakościowa zmiana: B-52 przestały operować wyłącznie ze znacznej odległości, spoza zasięgu ocalałych irańskich systemów obrony przeciwlotniczej, i po raz pierwszy weszły bezpośrednio w irańską przestrzeń powietrzną. To sygnał, że irańska obrona powietrzna w praktyce przestała istnieć jako spójny system. Niebo nad Iranem jest otwarte dla amerykańskich sił powietrznych. 

Po co Ameryce bombowiec, który jest w służbie od 70 lat

Pytanie, które wielu może sobie zadać, brzmi: dlaczego Amerykanie nadal tak chętnie korzystają ze swoich starych bombowców? W ich arsenale znajdują się przecież dużo młodsze bombowce B-1 (Amerykanie planują ich wycofanie) oraz „niewidzialne" i modernizowane obecnie B-2. To właśnie B-1 i B-2 ma zastąpić przyszłościowy bombowiec B-21 Raider, który dopiero wchodzi do produkcji seryjnej. Pierwsze dostawy maszyn operacyjnych są planowane na 2027 rok. Przez kolejne dekady u jego boku ma latać już wyłącznie zmodernizowany B-52.

Czytaj więcej

Prezentacja bombowca strategicznego B-21A Raider

W aktywnej służbie pozostaje obecnie 76 egzemplarzy tych bombowców w wersji B-52H. Wszystkie mają przejść modernizację. Związany z tym program zakłada zmodernizowanie 51 maszyn do roku fiskalnego 2032, a pozostałych 23 do 2033. Zmodernizowane samoloty otrzymają oznaczenie B-52J i pozostaną w służbie co najmniej do połowy lat pięćdziesiątych XXI wieku. Ich flotę uzupełni około 100 – lub, jeśli zamówienie zostanie rozszerzone, nawet 145 – nowych bombowców B-21.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego Amerykanie postanowili utrzymać tak długo w służbie bombowce B-52, możemy – co ciekawe – znaleźć w chińskich analizach dotyczących zagrożenia, jakie dla Chin stanowi strategiczne lotnictwo bombowe USA.

76

Tyle bombowców B-52 (w wersji B-52H) pozostaje w aktywnej służbie w Siłach Powietrznych USA

Dlaczego Chiny boją się amerykańskich bombowców B-52

Kilka miesięcy przed wybuchem konfliktu z Iranem badacze z Akademii Wczesnego Ostrzegania Sił Powietrznych w Wuhan opublikowali w recenzowanym czasopiśmie „Nowoczesne Technologie Obronne" analizę, która dziś nabiera nowego znaczenia. Ich wniosek był zaskakujący: spośród wszystkich amerykańskich platform lotniczych to właśnie B-52 stanowi największe wyzwanie dla chińskiej obrony powietrznej. Nie – jak można by się spodziewać – bombowce B-2, wielozadaniowe F-35 czy maszyny przewagi powietrznej F-22.

Legenda amerykańskich sił powietrznych

B-52 Stratofortress wszedł do służby w 1955 roku. Ostatni z 744 wyprodukowanych egzemplarzy opuścił linię montażową w 1962 roku. Nie – to nie błąd. Stało się to ponad 60 lat temu. A mimo to maszyna ta uczestniczyła w niemal każdym większym konflikcie zbrojnym, w którym brały udział Stany Zjednoczone.

Już kilka lat po wojnie koreańskiej B-52 stał się jednym z filarów nuklearnego odstraszania wobec ZSRR. Bombowce te wzięły udział w wojnie wietnamskiej (1965–1973), w czasie której zrzuciły ponad 3 miliony ton bomb, w operacji Pustynna Burza przeciw Irakowi (1991), w kampanii w Bośni (1995), w operacji Allied Force w Jugosławii (1999), w wojnie w Afganistanie (2001–2021), w II wojnie w Iraku (2003–2011), gdzie odpowiadały za znaczącą część wszystkich zrzutów bombowych, w kampanii przeciw Państwu Islamskiemu (ISIS) w Syrii i Iraku (2014–2019), oraz w operacji Epicka furia przeciw Iranowi (2026).

Żaden inny bombowiec w historii lotnictwa wojskowego nie ma tak długiej historii bojowej. Kluczem do tej wyjątkowości nie jest jednak sentyment do zimnowojennej konstrukcji, lecz wyjątkowy uniwersalizm i niezawodność konstrukcji oraz jej niezwykła podatność na modernizacje, a także zdolność do przenoszenia praktycznie każdego rodzaju uzbrojenia, jakie amerykański przemysł zbrojeniowy był w stanie wyprodukować przez ostatnie siedem dekad. Od bomb swobodnie spadających, przez pierwsze pociski manewrujące, po najnowsze precyzyjne JASSM i bomby penetrujące – B-52 adaptował się do każdego nowego rodzaju uzbrojenia szybciej i taniej niż którakolwiek z młodszych platform.

Historia B-52 to historia platformy, która przeżyła wszystkich swoich następców – bo żaden z nich nie połączył zasięgu, ładowności i zdolności adaptacji do nowych technologii w równie efektywny i ekonomiczny sposób.

To dobry dowód na to, że w wojskowości liczy się nie wiek konstrukcji, lecz jej zdolność do przenoszenia najnowszego uzbrojenia i podatność na modernizacje. Tylko wtedy wydawane na taki sprzęt pieniądze podatników są zainwestowane efektywnie i przynoszą rezultaty przez dekady.

Powody wskazane przez chińskich analityków wiele mówią o tym, jak udaną konstrukcją są samoloty B-52. Po pierwsze zwrócono uwagę na ich zasięg i ładowność. Zasięg, bez konieczności uzupełniania paliwa w locie, wynosi dla tych maszyn ponad 14 tysięcy kilometrów. Dla bombowców B-1B Lancer jest to maksymalnie 10 tysięcy km, a dla B-2 Spirit nieco ponad 11 tysięcy kilometrów. Oznacza to – jak podkreślają chińscy analitycy – że operując z baz na Guam (2 800 km od Pekinu) lub Diego Garcia (5 800 km), B-52 może razić cele głęboko na terytorium Chin bez wlatywania w zasięg większości chińskich systemów obrony przeciwlotniczej.

Jest to ważne o tyle, że samoloty B-52 to platforma, która może przenosić nie tylko rakiety, takie jak wspomniany JASSM, ale także strategiczne pociski manewrujące AGM-86B o zasięgu 2 400 km. Z chińskiej perspektywy to wyjątkowo niebezpieczna broń, z niskim profilem lotu, systemem TERCOM (Terrain Contour Matching – wojskowy system nawigacji stosowany w pociskach manewrujących) oraz możliwością uzbrojenia w głowicę termojądrową W-81 o mocy 150 kiloton. Przy możliwości zabrania na pokład do 31 500 kg uzbrojenia (w przypadku B-2 jest to 18 000 kg), B-52 może – jak stwierdziła chińska analiza – przenosić teoretycznie do 28 takich pocisków. W rzeczywistości jest ich mniej, bo 20: 12 pod skrzydłami i 8 wewnątrz kadłuba. Chińczycy wyliczyli w swojej analizie, że daje to siłę rażenia odpowiadającą 200 bombom tej mocy, co użyta w czasie II wojny światowej w ataku na Hiroszimę w 1945 roku.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: USA się przeliczyły? Iran staje się silniejszy

Analitycy z Wuhan podkreślili, że chińskie systemy obrony powietrznej takie jak HQ-9 i S-400, choć nowoczesne, nie dają wystarczającej gwarancji skutecznej ochrony przed skoordynowanym atakiem grupy B-52 z użyciem pocisków manewrujących o niskiej wykrywalności. Równocześnie podkreślili jeszcze jedną ważną zaletę tej maszyny: relatywnie niskie koszty jej wykorzystania.

B-52, czyli najtańszy bombowiec Ameryki

Koszt operacyjny, czyli godzina lotu B-52, to według danych sił powietrznych Stanów Zjednoczonych (USAF) około 72 tysiące dolarów. Godzina lotu B-2 to już 135 tysięcy. W kampanii, która trwa tygodniami i obejmuje tysiące celów, ta różnica ma niebagatelne znaczenie. Przy 76 aktywnych maszynach flota B-52 daje USAF możliwość prowadzenia intensywnych operacji przez długi czas bez przeciążania logistyki i budżetu. A tego nie jest w stanie zapewnić żadna flota nowocześniejszych, ale też droższych w eksploatacji bombowców.

72 tys.

Tyle (w dolarach) kosztuje godzina lotu B-52.

Godzina lotu B-2 to już 135 tysięcy.

To jeden z powodów, dla których B-52 uczestniczą od dekad w niemal wszystkich interwencjach i wojnach prowadzonych przez Stany Zjednoczone począwszy od lat 50. ubiegłego wieku. A także powód, dla którego samoloty te intensywnie wykorzystywane są w operacji Epic Fury prowadzonej przeciw Iranowi. Możliwość użycia w jednej misji przez pojedynczą maszynę 20 pocisków JASSM oznacza zdolność do uzyskania w czasie jednego ataku dziesiątek precyzyjnych trafień w rozpoznane wcześniej cele: magazyny rakiet, bazy, węzły logistyczne i centra łączności.

W atakach prowadzonych już bezpośrednio nad terytorium Iranu B-52 mogą sięgnąć po kolejny typ uzbrojenia: bomby GBU-31/BLU-109 – precyzyjne, penetrujące bomby lotnicze typu „niszczyciel bunkrów" o masie około 900 kg. To właśnie one służą do niszczenia podziemnych irańskich magazynów, fabryk i baz.