Skąd nerwowe apele Donalda Trumpa do sojuszników o przejęcie odpowiedzialności za Cieśninę Ormuz? Czy tylko dlatego, że jego strategia zabrnęła w ślepą uliczkę i ma przeciw sobie coraz większy proc. amerykańskiej opinii publicznej? Pewnie tak, ale można podejrzewać, że wziął pod uwagę jeszcze inny argument. Zrozumiał, że wskutek źle przeprowadzonej operacji tylko wzmocnił reżim, do którego upadku chciał doprowadzić.
Irański reżim się wzmocni
I nie chodzi tylko o to, że pełną kontrolę nad broniącym się Iranem przejęli Strażnicy Rewolucji, czego straszne skutki ponosić będą Irańczycy przez długie lata – o czym pisałem w „Rzeczpospolitej” już nieraz. Chodzi o coś – dla świata zewnętrznego – bardziej istotnego. O to, że wojna ostatecznie przekonała irańskie władze, że można, faktycznie da się zamknąć cieśninę Ormuz i w ten sposób kontrolować politycznie cały region.
Czytaj więcej
Inwestorzy wyraźnie rozczarowali się zapowiedziami możliwej eskalacji wojny z Iranem. Ceny ropy znów mocno wzrosły, a na globalne giełdy wróciła wy...
Niezwykle ważne jest tu odwołanie się do nieodległej historii: od czasu rewolucji islamskiej władze Iranu wielokrotnie groziły zamknięciem krytycznego dla świata szlaku morskiego, ale nigdy Cieśniny Ormuz faktycznie nie zamknęły. Co więcej, przy próbach zamykania faktycznie „dostawały po łapach”, jak w 1988 r., kiedy po tym, jak amerykańska fregata USS Samuel B. Roberts weszła na irańską minę, siły zbrojne USA dokonały masakry irańskiej floty. Po tym incydencie groźby zamknięcia cieśniny przez Teheran pojawiały się nieraz, ale nigdy – pewnie ze względu na obawy przed interwencją – nie zostały zrealizowane. Wojna wywołana przez Beniamina Netanjahu i Donalda Trumpa diametralnie zmieniła sytuację. Iran faktycznie zamknął Cieśninę Ormuz i na nowo zdefiniował sytuację strategiczną regionu, demonstrując, że ma możliwość chwycenia świata za gardło.
Do efektywnej kontroli Cieśniny Ormuz nie są potrzebne rakiety z ładunkami nuklearnymi, a drony powietrzne, morskie, artyleria i trochę min.
Co więcej, tych faktów nikt już nie cofnie; irańskie władze pojęły, jak silną broń mają w ręku i teraz – będą ją teraz stosowały bez ograniczeń.
Silna broń w rękach Iranu
Kontrola ruchu w Cieśninie Ormuz stanie się instrumentem irańskiego szantażu i gwarancją bezpieczeństwa narodowego przynajmniej dopóki nie upadnie reżim Republiki Islamskiej. Szukając analogii można przywołać reżim Korei Północnej, dla którego podobnym instrumentem szantażu i gwarancją bezpieczeństwa jest posiadanie broni jądrowej. Tyle że w przypadku Teheranu sprawa jest dużo łatwiejsza. Do efektywnej kontroli Cieśniny Ormuz nie są potrzebne rakiety z ładunkami nuklearnymi, a drony powietrzne, morskie, artyleria i trochę min. Cieśnina jest na tyle wąska, że zaatakowanie w jej przewężeniu (33 kilometry z torami wodnymi o szerokości 3 kilometrów) kilku tankowców spowoduje nieusuwalne kłopoty nawigacyjne dla całego ruchu.
Czytaj więcej
Amerykańska flota jest najpotężniejsza na świecie, ale konflikt z Iranem pokazał jej słabość. Z jej powodu USA muszą prosić sojuszników o pomoc w r...
Na problem spojrzeć należy także z perspektywy sprzymierzonych z Zachodem państw zatoki, które w całości zależne są od ruchu morskiego. Większość z nich nie tylko eksportuje swoje zasoby drogą morską, ale też się zaopatruje. Blokada cieśniny to ich pełny paraliż i radykalna zmiana perspektyw rozwoju. Iluzja, że może je uratować operacja wzorowana na „berlińskim moście powietrznym” z lat 1948-49 jest pełną iluzją. Zaopatrywanie milionów ludzi w Kuwejcie, Bahrajnie, ZEA i Katarze przez dłuższy czas drogą lotniczą wyczerpie ich zasoby w kilka miesięcy.
Czy ta refleksja pojawiła się już w Białym Domu? Zapewne tak. Dobrych analityków w Białym Domu nie brakuje. Ale nawet jeśli tak jest, Donald Trump tego głośno nie powie. Musiałby bowiem przyznać się do porażki. Dlatego wciąż powtarza swoje kalki myślowe: „mamy w rękach wszystkie karty. Iran nie ma żadnych.” Chociaż właśnie jest odwrotnie.