Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile USA płacą za wojnę z Iranem?
  • Jak szybko Stany Zjednoczone zużywają na wojnie amunicję?
  • Jakie globalne łańcuchy dostaw są zagrożone ze względu na wojnę na Bliskim Wschodzie?

Liczba robi wrażenie, ale jeszcze większe zaskoczenie budzi tempo, w jakim rośnie. Portal Iran Cost Tracker w czwartek podawał, że koszt trwającej drugi miesiąc wojny przekroczył 38 mld dol. Ale każdego dnia rośnie o przeszło miliard dolarów. Ta ocena jest zbieżna z szacunkami najpoważniejszych amerykańskich instytucji, jak waszyngtońskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), z którego wywodził się m.in. Zbigniew Brzeziński. 

Podana wyżej szacunkowa kwota kosztów wojennych obejmuje bezpośrednie wydatki wojskowe. Chodzi w szczególności o zużytą na atakowanie Iranu amunicję i nakłady potrzebne na zbudowanie największej armady na Bliskim Wschodzie od czasu wojny z Irakiem. Uwzględniono tu jednak także straty w sprzęcie po stronie USA. A więc m.in. zniszczone trzy myśliwce F-15E, uszkodzony F-35 czy likwidacja przez Irańczyków paru samolotów-cystern KC-135. Szczególnie kosztowne okazało się trafienie przez wroga samolotu rekonesansowego E-3 Sentry. 

Sojusznikom USA na Bliskim Wschodzie kończą się pociski do zestawów Patriot

Ale za tymi liczbami kryje się niepokojąca dynamika. Bloomberg ujawnił, że w pierwszym miesiącu wojny Iran wystrzelił w kierunku pozostających w sojuszu z Ameryką monarchii w Zatoce Perskiej 1,2 tys. rakiet balistycznych i 5 tys. dronów. Zgodnie z protokołami wojskowymi w każdym przypadku wykorzystuje się dwa pociski przechwytujące, aby zneutralizować atak. W wielu przypadkach przeciw irańskim dronom typu Shahed wykorzystywano baterie Patriot PAC-3. Wówczas obrońcy ponosili 160 razy większy koszt niż irański agresor. 

Przed wybuchem konfliktu wspomniane państwa Zatoki Perskiej miały na składzie 2,8 tys. takich pocisków przechwytujących. Od tego czasu ich zapasy w tym zakresie zostały niemal całkowicie wyczerpane. Za chwilę może się więc okazać, że nie będą w stanie ochronić swoich strategicznych instalacji. Chyba że przyjdą im na odsiecz Amerykanie. Tyle, że z tym też może być problem. Liczba zużytych przez USA pocisków pozostaje tajemnicą. Jednak komisarz ds. obrony UE Andrius Kubilius powiedział, że tylko w ciągu trzech pierwszych dni wojny Stany wykorzystały około 800 pocisków przechwytujących różnego typu. To był co prawda moment, kiedy Biały Dom chciał „porazić” swoim potencjałem Irańczyków. Tempo „przepalania” tej amunicji pozostaje jednak porażające. Dość powiedzieć, że tyle samo pocisków przechwytujących Ukraina zużyła przez całą minioną zimę. 

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Donald Trump grozi Iranowi i milczy o NATO. Po orędziu wiemy niewiele

Miesiąc po rozpoczęciu kampanii irańskiej szacunki mówią o zużyciu przez Amerykanów „wieluset” pocisków stosowanych przez baterie Patriot. Tymczasem w Stanach może ich powstać na razie rocznie około 600. Podobnie jest z rakietami Tomahawk, które także są masowo wykorzystywane w tym konflikcie. Przed jego wybuchem Amerykanie mieli ich na składzie ok. 4 tys. sztuk. Ale koncern RTX produkuje ich zaledwie 100 rocznie. Przy obecnym tempie produkcji zajmie więc lata, zanim zostaną odbudowane wcześniejsze zapasy. Eksperci wojskowi uważają, że skoro Waszyngton zdecydował się na taką kampanię, to albo nie spodziewał się w nadchodzących latach konfliktu z Chinami, albo zakładał szybkie zwycięstwo nad Iranem, które jednak się nie zmaterializowało. 

„Washington Post” ujawnił, że w tej sytuacji Biały Dom zaczyna coraz bardziej nerwowo szukać alternatywnych dostaw amunicji. Jednym z możliwych rozwiązań jest wstrzymanie sprzedaży za europejskie pieniądze wspomnianych pocisków dla Ukrainy w ramach programu PURL. Innym rozwiązaniem jest ściąganie posiłków od aliantów, np. z Korei Południowej czy Polski. 

Sondaże: Dwóch na trzech Amerykanów jest przeciwnych wojnie z Iranem

Nie lepiej jest z systemem obrony przed rakietami balistycznymi THAAD. Amerykański Payne Institute ocenia, że zużyto już 40 proc. wszystkich tego typu pocisków pozostających na składzie w USA. Podobnie jak amunicji dla systemu rakietowego ziemia-ziemia ATACMS. 

Takie dane mogłyby tłumaczyć, dlaczego Trumpowi zależy na możliwie szybkim zakończeniu wojny, podczas gdy z Teheranu nadchodzą sygnały, że mogłaby ona trwać jeszcze przynajmniej „pół roku”. 

Cieśnina Ormuz

Cieśnina Ormuz

Foto: Infografika PAP

Bo też Iran ma więcej środków nacisku niż sam ostrzał. Najczęściej wskazywanym jest blokada Cieśniny Ormuz, która doprowadziła już do kryzysu energetycznego na świecie. Cena galonu benzyny skoczyła w USA z 2,96 do 4 dol. wywołując frustrację wśród elektoratu Trumpa. OECD spodziewa się, że z tego powodu inflacja w Stanach skoczy w tym roku do 4,2 proc., dwa razy więcej, niż wynosi cel inflacyjny Rezerwy Federalnej. Nie ma więc mowy o obniżeniu cen kredytów: przeciwnie, rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skoczyła przez ostatni miesiąc z ok. 4 do 4,4 proc. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Donald Trump jest bezsilny. Iran to wykorzysta

Zamknięcie Zatoki Ormuz powoduje też kryzys na rynku żywności. Uniemożliwia eksport ok. 1/3 nawozów chemicznych zużywanych na świecie. Innym problemem jest rysujący się na horyzoncie kryzys na rynku elektroniki. A to z powodu znacznej produkcji w tej części świata helu, niezbędnego w procesie produkcyjnym. 90 proc. Amerykanów zużywa leki generyczne, głównie produkowane w Indiach. Jednak Hindusi, odcięci od importu produktów petrochemicznych z Zatoki Perskiej, nie są w stanie dalej ich produkować. To kolejne katastrofalne skutki tej wojny. Innym jest załamanie dochodu narodowego w samych krajach regionu. ONZ ocenia je aż na 4-6 proc. To powoduje pauperyzację znacznej części ludności i ryzyko powtórzenia się kryzysu migracyjnego, jaki uderzył w Europę w 2015 r.

Trump miota się, czy zakończyć za wszelką cenę wojnę nawet przy utrzymującej się blokadzie Cieśniny Ormuz czy też zaryzykować operację lądową dla przywrócenia swobody żeglugi. Kilka tysięcy żołnierzy amerykańskich wojsk specjalnych gromadzi się na Bliskim Wschodzie. Jednak desant stworzyłby Irańczykom możliwości zadania Amerykanom bolesnych strat, tak w ludziach, jak i w sprzęcie. Powstałoby też ogromne prawdopodobieństwo, że zasadniczo izolacjonistyczny elektorat Trumpa ostatecznie odwróciłby się od prezydenta. Już teraz przeciw kampanii irańskiej opowiada się około 2/3 Amerykanów.