Było dosyć krótko i szybko. W sprawie Iranu Trump powtórzył w orędziu swoją tezę, że irański reżim już ledwo dyszy, przywódcy zabici, kluczowe obiekty militarne zniszczone.
Jednocześnie prezydent USA tylko napomknął o rozmowach z jego przedstawicielami. Nie jest jasne, czy dlatego, że ich już nie chce, czy też dlatego, że chce wymusić na Irańczykach przyjęcie swojego planu pokojowego, który – czując się wzmocnieni dotychczasowym przebiegiem wojny – odrzucają.
Czytaj więcej
Do wojny przyłączył się kolejny gracz – jemeńscy Huti. Przygotowania do negocjacji trwają, ale Iran jest bardzo nieufny wobec Trumpa. To nadal może...
Donald Trump wskazuje konkretne przyczyny wojny z Iranem
Padła, i to jest pewna nowość, data zakończenia amerykańskiej operacji – ma potrwać jeszcze dwa, trzy tygodnie. Nie jest jasne, czy w ten sposób Trump zakomunikował, że nie będzie, jak ogłosił w zeszłym tygodniu, czekał do wieczora Poniedziałku Wielkanocnego, by przystąpić do niszczenia irańskiej infrastruktury energetycznej. W każdym razie zapowiedział, że w ciągu tych paru tygodni zamierza cofnąć Iran do epoki kamienia łupanego. To nowa, jeszcze drastyczniejsza, wersja jego gróźb sprzed roku, gdy mówił o obróceniu Iranu w gruzy lub, jeśli Teheran przyjmie amerykańskie warunki, uczynieniu Iranu znowu wielkim).
Tym nie tak odległym terminem prezydent Trump chciał zapewne uspokoić Amerykanów, których większość jest przeciwna interwencji zagranicznej, sugerując im, że trwa ona i będzie jeszcze trwać bardzo krótko w porównaniu np. z krytykowaną przez niego wojną w Iraku. Ta przeciwko Iranowi jest z założenia lepsza pod każdym względem. Według Trumpa to najlepsza ze wszystkich wojen w historii.
Dlaczego wybuchła? Donald Trump przedstawił chyba najszerszy dotychczas zestaw powodów. Od długoletniej wrogości reżimu, wyrażanej hasłem „Śmierć Ameryce”, po irański program jądrowy (reżim dąży do skonstruowania bomby atomowej) i balistyczny. Powtórzył bardzo wątpliwą tezę z pierwszego przemówienia po rozpoczęciu ataków 28 lutego, że Iran był zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych. Irańskie rakiety miały lada moment dolatywać na drugą półkulę. Celem wojny nie było natomiast, jak usłyszeliśmy, obalenie reżimu ajatollahów, choć w swoim stylu Trump uznał, że jego już właściwie nie ma, bo przywódcy nie żyją.
Czytaj więcej
Amerykanie mają coraz większy problem z Cieśniną Ormuz. Aby ją odblokować potrzebują sojuszniczego wsparcia. Polski rząd zadeklarował, że nasz kraj...
Milczenie o NATO i tajemnicze nawiązanie do Wenezueli w orędziu Donalda Trumpa
Nie padło słowo „NATO”. Nie było zapowiedzi porzucenia Sojuszu, czego niektórzy się obawiali, ale – i to może niepokoić – jako sojuszników Ameryki Donald Trump wymienił Izrael oraz monarchie arabskie, od Arabii Saudyjskiej po Katar. Można się domyślać, że członków NATO umieścił w gronie „innych”, których skarcił za to, że nie wzięli udziału w „dekapitacji” Iranu. „Inni” mają się teraz zaopiekować Cieśniną Ormuz, „najtrudniejsze już załatwione” przez Amerykę. Trump zapewnił, że jak „inni” udadzą się w rejon Cieśniny Ormuz, nadal trochę korzystając z amerykańskiej pomocy, to natychmiast spadną ceny ropy.
Czytaj więcej
Rząd Izraela nie powiedział, jaka ma być rzeczywistość polityczna po wojnie. Nikt nie określił, na czym miałoby polegać zwycięstwo z Iranem - mówi...
W przemówieniu Trumpa pojawiło się też tajemnicze nawiązanie do Wenezueli – jak Iran bogatej w ropę – którą Amerykanie „zajęli w ciągu kilku minut” i teraz wspólnie z nowymi władzami Wenezueli pracują nad wspólnymi przedsięwzięciami naftowymi. Czy to zachęta dla części irańskich elit? Może tak, choć zgodnie z nową amerykańską strategią, Trump sugerował, że półkula zachodnia, a więc Wenezuela, to najważniejszy region dla USA. A Bliski Wschód o zdecydowanie mniejszym znaczeniu. – Na Bliskim Wschodzie nie musimy być – przekonywał Trump. Jednak nadal Amerykanie tam są „dla dobra wolnego świata”.