Partner rozmowy: PPL

Panie prezesie, PPL ma zostać wpisany do rządowego wykazu spółek o istotnym znaczeniu dla gospodarki państwa. Dlaczego i w jakim celu?

To bardzo dobry ruch i my go wspieramy. Wręcz zabiegaliśmy, żeby znaleźć się na liście przedsiębiorstw strategicznych. Są tam spółki energetyczne jak Orlen, ale również Polskie Linie Lotnicze LOT. My, jako kluczowy operator i właściciel infrastruktury krytycznej, infrastruktury transportowej związanej z lotnictwem, uważaliśmy od początku, że również powinniśmy się tam znaleźć. To istotne pod wieloma względami: przy prowadzeniu inwestycji, korzystaniu z pewnych wyłączeń przewidzianych w prawie zamówień publicznych, gdy chodzi o kwestie obronne czy gospodarcze dla kraju. A my realizujemy zarówno zadania gospodarcze, jak i te dotyczące ochrony i bezpieczeństwa w lotnictwie, co jest nie do przecenienia, zwłaszcza w tych trudnych czasach. Daje to też możliwość korzystania ze wspólnych zasobów państwa. Jesteśmy transparentni pod względem gospodarczym, ale w niektórych aspektach być nie możemy. To nam pomoże zachować w tajemnicy to, co zachować powinniśmy, co jest wymagane ze względów bezpieczeństwa.

Obecność na takiej liście to jednak ograniczenia, choćby właścicielskie. Nie będą one przeszkadzać?

Co do zasady jesteśmy w 100 proc. własnością Skarbu Państwa. Już kilka lat temu, gdy przechodziliśmy z przedsiębiorstwa państwowego w spółkę akcyjną, w ustawie zagwarantowano, że PPL nie może zostać sprywatyzowany. Dla nas to nie jest ograniczeniem. Funkcjonujemy już na infrastrukturze krytycznej, mamy plan jej ochrony, obowiązki wynikające z prawa lotniczego i przepisów międzynarodowych. Znamy reżim prawny, w którym się poruszamy, więc nie sądzę, by to działanie rządu cokolwiek zmieniło. Widzę same korzyści.

Kwestie bezpieczeństwa są jasne. Ale czy lotniska mają strategiczne znaczenie dla gospodarki w szerszym wymiarze, nie tylko ruchu pasażerskiego?

Oczywiście. Lotnictwo jest jednym z głównych silników rozwoju gospodarki. Mamy twarde dane, i to nie tylko nasze. W Polsce mobilność lotnicza wynosi około półtora, czyli statystyczny Polak raz na półtora roku odbywa podróż samolotem. Na zachodzie Europy ten wskaźnik wynosi 4–5. Mamy więc duży potencjał wzrostu. 66 mln pasażerów odprawionych w zeszłym roku na wszystkich polskich lotniskach wygenerowało ponad 60 mld zł dodatkowego wpływu do PKB. W lotnictwie i wokół niego zatrudnionych jest w Polsce ponad pół miliona ludzi. Szacujemy, że wzrost connectivity, czyli liczby i jakości połączeń, o 10 proc. to dodatkowe 5 proc. do PKB. Lotnictwo kontrybuuje teraz do naszego PKB na poziomie 1,5 proc. Na zachodzie jest to 4–5 proc., czyli widać, że mamy przestrzeń do rozwoju, ale przepustowość naszych lotnisk się kończy. Ostatnie duże inwestycje były prowadzone przed Euro 2012. Najbliższe lata to ponad 50 mld zł inwestycji. Po pierwsze, to infrastruktura krytyczna wpływająca na odporność kraju. Niektóre lotniska są współużytkowane, czyli mają charakter cywilno-wojskowy, a w razie potrzeby każde może zostać wykorzystane przez lotnictwo wojskowe. Po drugie, kwestia local contentu. Jestem wielkim orędownikiem, by ten tort, ponad 50 mld zł, w dużej części skonsumowały polskie firmy. To zyski, podatki, ale też transfer wiedzy i budowanie know-how, by stać się liderem w tym zakresie.

Mówi pan o harmonijnym wzroście, ale lotnictwo przeżywa trudniejsze momenty, choćby konflikt na Bliskim Wschodzie. Polski sektor lotniczy się wybroni?

Wybroni. To, co dzieje się na świecie, ma wpływ także na ceny ropy. Paliwo Jet A1 to największy koszt przewoźników. Ale popyt jest tak duży, że to nie jest kryzys gospodarczy, tylko zachwianie rynku. Tak jak podczas Covid-19, gdy świat przystanął, a po ustabilizowaniu był boom rozwojowy. Polski rynek nie tylko bardzo szybko odbudował wyniki z 2019 roku, ale znacząco je przebił. Pierwszy kwartał jest trudny, ale na głównych lotniskach generujemy zwyżki: Chopin, Kraków, choć mniejsze, niż prognozowaliśmy. Ale widzimy powrót do dobrze znanych kierunków: Włochy, Hiszpania. Linie lotnicze przy rosnących kosztach paliwa mogą podejmować drastyczne decyzje o cięciu siatki połączeń, więc podaż być może spadnie, choć popyt pozostanie duży. Możemy spodziewać się wzrostu cen biletów. Ale widzimy, jak Polacy kochają latać i jak zmienił się paradygmat po Covid-19: lepiej być, niż mieć, chcemy lecieć i lecimy.

Cena biletów Polakom niestraszna?

Każdemu straszna. Prywatnie też patrzę na efektywność kosztową. Ale rynek jest tak nasycony, że nie sama cena wygrywa. Coraz bardziej liczy się jakość połączenia. Kiedyś popularne były loty w środku nocy, dziś Polacy wolą podróżować wcześnie rano, by nie tracić dnia. Robimy się coraz bardziej wymagającym pasażerem i bardzo dobrze. Musimy podnosić jakość usług, zarówno linie lotnicze, jak i lotniska. Cały czas nad tym pracujemy, by pasażer Lotniska Chopina był z nas zadowolony.

Partner rozmowy: PPL