Partner rozmowy: Qemetica

Porozmawiajmy o ETS w kontekście przemysłowym. Śmiem podejrzewać, że nie ma tu dobrej sytuacji. To opłata, która mimo szlachetnych celów bardzo mocno wpływa na aktywność przemysłu.

Niestety, na szlachetnym założeniu się skończyło. Pierwotnie miała to być opłata reinwestowana w przemysł, środki miały wracać na projekty dekarbonizacyjne, służące zmniejszeniu emisji CO2. Tymczasem mamy kolejny podatek, który ogranicza globalną konkurencyjność przemysłu w Europie. Do droższych surowców energetycznych i droższej energii doszła jeszcze opłata ETS. Qemetica przez ostatnie 12 lat zapłaciła 400 mln euro w opłacie ETS i nie dostaliśmy nic z powrotem. Emisje po prostu wyprowadzają się z Unii Europejskiej, a produkcja przenosi się do tańszych miejsc. Mniej emitujemy w Europie, ale kupujemy te same produkty z większymi emisjami z regionów pozaeuropejskich. Pierwszy raz rozmawiamy otwarcie o tym, że trzeba coś zmienić. To presja konsumentów, wyborców i społeczeństwa, którzy widzą zamykanie zakładów pracy.

Sposobem na to, by nie być obciążonym ETS, jest odejście od emisyjności. Czy to działa wszędzie tam, gdzie jest możliwe?

To nie jest tak, że wszędzie jest to łatwe. Czy odejście od węgla jest tanie i czy nagle znajdziemy dużo tańsze i mniej emisyjne źródło? Rzeczywistość wygląda inaczej. W naszych zakładach sodowych używamy pary wysokociśnieniowej i mamy bardzo mało alternatyw dla węgla: biomasa, gaz, odpady. Każda z tych opcji wymaga bardzo dużych i drogich inwestycji, które realizujemy. Ale obciążenia ponosimy dzisiaj, a środki z opłat nie wracają do nas na finansowanie tych projektów. Rynek przemysłowy nie jest łatwy, motoryzacja i budownictwo nie są w dobrej fazie cyklu, mamy wysokie ceny energii i musimy inwestować w dekarbonizację. To trudna układanka.

Co zatem zmienić w funkcjonowaniu ETS?

To wymaga dramatycznych reform. Odeszliśmy diametralnie od pierwotnego założenia. Powinniśmy podejść do tego ćwiczenia od zera, zastanowić się, co chcemy osiągnąć i co jest realnie możliwe w obecnych realiach geopolitycznych i ekonomicznych. Postawiliśmy sobie bardzo ambitne cele, o których wiemy, że są realistycznie nieosiągalne w żaden ekonomiczny sposób, a jednocześnie administracja europejska traktuje je jak Biblię. Kraje, które mają to zrealizować, widzą, że to niemożliwe, i wyborcy już to odczuwają. Problem polega na tym, że gospodarki konkurujące z nami globalnie poruszają się szybciej. Europejski konsensus, który zwykle jest naszą siłą, w tej sprawie utrudnia działanie. Niektóre państwa Europy dobrze rozwinęły się dzięki ETS i konkurują wewnątrz Unii na jego podstawie. Mają inne interesy niż Polska.

Czy europejski przemysł potrzebuje po prostu wsparcia finansowego, jakie stosują inne kraje?

Tak. My działamy odwrotnie, karząc przemysł regulacjami i kolejnymi opłatami. W Chinach czy w Stanach Zjednoczonych daje się odpowiednią motywację, żeby coś osiągnąć. Musimy szybko wyjść z obecnej pozycji i znaleźć się na nowej, gdzie będziemy w przemysł inwestować. Bez przemysłu długoterminowo nie zbudujemy silnej gospodarki w Europie. W przemyśle chemicznym od 2022 roku w UE zamknęło się 10 proc. mocy produkcyjnych, z czego połowa w zeszłym roku. Nowych inwestycji w moce produkcyjne praktycznie nie ma. Tymczasem Chiny inwestują i mają nadpodaż, a przegrywamy też dlatego, że nie mamy tanich źródeł energii. Musimy odpowiedzieć na fundamentalne pytanie, jak osiągnąć konkurencyjne źródła energii. To oznacza powrót do dużych projektów infrastrukturalnych, takich jak energetyka jądrowa, w których realizacji Europa nie ma w ostatnich latach najlepszego doświadczenia pod względem terminów i kosztów.

Jak w tej trudnej panoramie radzi sobie Qemetica?

Od jakiegoś czasu konsekwentnie dywersyfikujemy biznes. Rozwijamy gałęzie, które nie są tak silnie uzależnione od energii i nie są tak lokalne. Geograficznie też dywersyfikujemy i budujemy globalną ekspozycję. Stąd akwizycja biznesu krzemionki strącanej od PPG z zakładami w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, rozwój biznesu środków ochrony roślin w całej Europie, z którymi teraz wchodzimy do Australii. Dzięki temu nie opieramy się tylko na rynku sodowym, który jest naszym najbardziej energochłonnym biznesem. Równolegle się dekarbonizujemy. W tym roku rozpoczynamy konwersję kotła na biomasę, a na początku przyszłego roku zaczniemy budować instalację termicznego przekształcania odpadów komunalnych, która pokryje jedną trzecią zapotrzebowania na węgiel w zakładzie w Inowrocławiu. Budżet obu projektów to około 2 mld zł.

A nowe technologie i sztuczna inteligencja?

Bez tego nie da się konkurować w długim terminie. Od paru lat naszym celem jest zwiększanie liczby patentów i innowacyjnych produktów. W tym roku będziemy mieć kilka patentów w różnych sektorach. W segmencie środków ochrony roślin wprowadzamy nowe rozwiązania, w tym opatentowany produkt Evritell. W ramach Qemetica Future rozwijamy ciecz nienewtonowską o zastosowaniach antybalistycznych. Patrzymy też na nowe technologie, których możemy użyć w naszym biznesie lub skomercjalizować i rozwijać wspólnie z polskimi naukowcami. Mamy kilka flagowych projektów AI, które przynoszą realny wpływ na wynik finansowy. W zakładzie solnym wdrożyliśmy system predykcyjnego utrzymania ruchu, który z dwu-, trzytygodniowym wyprzedzeniem prognozuje awarie. To kilka milionów złotych wpływu na produkcję. W biznesie środków ochrony roślin uruchomiliśmy aplikację prognozującą popyt dla 3 tys. produktów na różnych uprawach i w różnych geografiach. Pomaga to planować produkcję, obniżać zapasy i lepiej budować sprzedaż.

Partner rozmowy: Qemetica