Cztery tygodnie proirańscy Huti czekali z decyzją o wsparciu militarnym dla reżimu ajatollahów, który Amerykanie i Izraelczycy zaatakowali 28 lutego. W sobotę wycelowali w Izrael najpierw jeden pocisk balistyczny, a po kilku godzinach następny już ze wsparciem dronów.
Buńczucznie zapowiadali, że chodziło o uderzenie w ważny obiekt wojskowy na południu Izraela. Ale – można powiedzieć, tradycyjnie, bo w ostatnich dwóch latach z innymi atakami Hutich było podobnie – Izraelczycy radzą sobie z wyłapywaniem rakiet z dalekiego Jemenu.