Możliwość rozmieszczenia dodatkowych wojsk w Europie Wschodniej to reakcja na możliwość inwazji Rosjan na Ukrainę.

Jedną z opcji, którą rozważa administracja Bidena, jest wysłanie od 1000 do 5000 żołnierzy, zarówno w celu wzmocnienia wschodnioeuropejskich i bałtyckich sojuszników, jak i w celu pomocy w wydostaniu się amerykańskich obywateli, jeśli zajdzie taka potrzeba - informuje CNN.

Czytaj więcej

Boris Johnson: 60 rosyjskich grup bojowych na granicy Ukrainy

Celem wysłania wojsk do Europy Wschodniej jest odstraszenie Rosjan i uspokojenie sojuszników, ale nie ma żadnych sugestii, że wojska amerykańskie zostaną wysłane na Ukrainę lub wezmą udział w walkach. Stany Zjednoczone wysłały dwa transporty broni na Ukrainę w ciągu ostatniego tygodnia

Kraje NATO wysyłają również dodatkowe okręty oraz myśliwce do Europy Wschodniej i stawiają siły w stan gotowości - powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg.

- NATO będzie nadal podejmować wszelkie niezbędne środki, aby chronić i bronić wszystkich sojuszników, w tym poprzez wzmocnienie wschodniej części Sojuszu - przekazał.

Według najnowszej oceny ukraińskiego Ministerstwa Obrony, Rosja rozmieściła w regionie ponad 127 000 żołnierzy. Waszyngton twierdzi, że Rosja jest w stanie dokonać inwazji w każdej chwili.

Czytaj więcej

Ursula von der Leyen ogłasza wart 1,2 mld euro pakiet pomocy dla Ukrainy

Amerykańscy urzędnicy wciąż nie wiedzą, co zamierza zrobić prezydent Rosji Władimir Putin, ani czy zdecydował się na inwazję na Ukrainę, ale niektórzy urzędnicy, którzy zapoznali się z materiałami wywiadu, mówią, że są dowody na to, że Rosja planuje spróbować zająć Kijów i obalić rząd.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Jak poinformował w poniedziałek Biały Dom, prezydent Biden w poniedziałek będzie rozmawiał na temat obecnej sytuacji z szefową KE Ursulą von der Leyen, szefem RE Charlesem Michelem, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem, premierem Włoch Mario Draghim, szefem NATO Jensem Stoltenbergiem, prezydentem Andrzejem Dudą i premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem