By zrozumieć skalę "ruchu turystycznego" z krajów Bliskiego Wschodu na Białoruś, wystarczy zajrzeć na oficjalną stronę portu lotniczego w Mińsku. Tylko w ciągu ostatniej doby wylądowało tam kilkanaście samolotów pasażerskich m.in. z Syrii, Libanu, Turcji, Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

W czwartek, w białoruskiej stolicy, mają wylądować  trzy samoloty z Egiptu (Szarm al-Szejk, Hurghada), pięć z Turcji (Stambuł, Antalya), dwa z ZEA (Dubaj) oraz po jednym z Damaszku i Bagdadu.

Czytaj więcej

MSZ: Grupa umundurowanych, uzbrojonych osób wtargnęła do Polski

Z opublikowanego 31 października zimowego rozkładu mińskiego lotniska wynika, że do końca marca na Białorusi mają lądować cztery samoloty tygodniowo z Bagdadu, kilka samolotów dziennie z Dubaju, codziennie jeden samolot z Damaszku, jeden samolot tygodniowo z kurdyjskiego Irbilu. Najwięcej jednak lotów odbywa się ze Stambułu.

4

Tyle samolotów z Bagdadu będzie co tydzień lądować na Białorusi w okresie zimowym

Białoruś w okresie jesienno-zimową uruchomiła aż kilkanaście regularnych połączeń lotniczych z turecką stolicą. Na wzmożonym "ruchu turystycznym" pomiędzy Białorusią a państwami Bliskiego Wschodu zarabiają zarówno białoruskie, jak i bliskowschodnie linie lotnicze.

Polska oskarża Białoruś o zorganizowaną akcję sprowadzania imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu do kraju i ułatwianie im przedostania się na granicę Polski z Białorusią, którą następnie imigranci próbują nielegalnie przekroczyć. W związku z rosnącą presją migracyjna na granicy polsko-białoruskiej od 3 września obowiązuje stan wyjątkowy, który na początku października został przedłużony o 90 dni.

Białoruś ma zwiększać presję migracyjną na granice Unii Europejskiej w związku z sankcjami nałożonymi na Białoruś przez Brukselę za brutalne tłumienie przez reżim w Mińsku antyrządowych demonstracji po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia 2020 roku, które międzynarodowa opinia publiczna i białoruska opozycja uważa za sfałszowane.