– Stany Zjednoczone powinny uważać na słowa i działania wobec Tajwanu i nie przesyłać niewłaściwych sygnałów do separatystycznych sił tajwańskich, aby nie niszczyć relacji amerykańsko-chińskich, pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej – powiedział przedstawiciel chińskiego MSZ Wang Wenbin.

Natomiast rzecznik tajwańskiej prezydent Tsai Ing-wen zapewniał, że „Tajwan nadal będzie bronił się sam i kontynuować będzie współpracę z krajami wyznającymi te same wartości, aby pozytywnie przyczynić się do pokoju i stabilności w rejonie Cieśniny Tajwańskiej oraz indo-pacyficznym".

Biały Dom szybko zaprzeczył interpretacjom wskazującym na odejście do obowiązującej od dekad polityki. – Nie ma żadnej zmiany. Prezydent nie zapowiadał, ani nie podjął decyzji na temat zmiany polityki – powiedziała rzeczniczka prasowa Białego Domu Jen Psaki. Potwierdził to też przebywający w Brukseli sekretarz obrony Lloyd Austin.

Czytaj więcej

Joe Biden
Biden: Chiny i Rosja wiedzą, że mamy najpotężniejszą armię w historii świata

Relacje Ameryki z Tajwanem należą do nietypowych. Gdy USA rozpoczęły stosunki dyplomatyczne z komunistycznymi Chinami w 1979 r., zgodziły się na zerwanie formalnych związków z Tajwanem, demokratyczną wyspą, wówczas rządzoną przez nacjonalistów, którzy uciekli z Chin w 1949 r. po przegranej wojnie domowej, gdy Tajwan odłączył się od Chin.

Jednak Ameryka nie zerwała związków z Tajwanem zupełnie. W kwietniu 1979 r. prezydent Jimmy Carter podpisał Taiwan Relations Act, który zobowiązuje USA do pomocy wyspie w utrzymaniu zdolności obronnych, ale bez wzmianki o tym, że Stany Zjednoczone mają stanąć po stronie Tajpej w przypadku wojny z Chinami. Takie podejście dało początek „strategii dwuznaczności" – polityce, która pozwala Ameryce nieformalnie współpracować z Tajwanem, nawet w kwestiach sprzedaży broni, ale pozostając nieokreślonym, jeśli chodzi o czynną obronę tego terytorium. Przy czym przywódcy USA i Tajwanu od dekad nie mają żadnych kontaktów i nie prowadzą stosunków dyplomatycznych. Wyjątkiem była „wpadka" z gratulacjami, jakie tajwański przywódca złożył Donaldowi Trumpowi w 2016 r. po wygranych wyborach.

Chiny nie uznają autonomii Tajwanu, uznając go za swoją prowincję. – Tajwan jest nieodłączną częścią chińskiego terytorium. Kwestie Tajwanu należą do wewnętrznej polityki Chin, a to wyklucza zagraniczne interwencje – powiedział Wang Wenbin z chińskiego MSZ.

Czytaj więcej

Chiny się odgradzają. Wzmocnienie granic lądowych

Stąd Stany Zjednoczone przyjmują politykę „jednych Chin", czyli uznają, że są tylko jedne Chiny oraz że los Tajwanu nie zostanie rozstrzygnięty za pomocą siły.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Część analityków przypuszcza, że prezydent się przejęzyczył albo ma problemy z interpretacją niedoprecyzowanego języka amerykańsko-tajwańskich relacji. Kilka tygodni temu stwierdził, na przykład, że wraz z prezydentem Chin Xi Jinpingiem zgodzili się co do przestrzegania „porozumienia tajwańskiego", choć komentatorzy nie byli pewni, co miał na myśli, bo nie ma porozumienia chińsko-amerykańskiego wobec Tajwanu. W sierpniowym wywiadzie dla ABC News Biden również sugerował, że USA są zobowiązane do obrony Tajwanu. – Mamy święty obowiązek zareagowania. Jeżeli ktoś dokona inwazji na sprzymierzeńca NATO, to zareagujemy. Tak jest w przypadku Japonii, Korei Południowej i Tajwanu – powiedział Biden.

Są też tacy, jak np. Richard Haass, prezes wpływowego think tanku Council on Foreign Relations, którzy uważają, że czas na zmiany i przejście „ze strategii dwuznaczności do jasności". I może Biały Dom testuje opinie w tej kwestii.

W sobotę Korea Północna oskarżyła administrację Bidena o podnoszenie wojskowych napięć z Chinami przez „nieodpowiedzialne poparcie dla Tajwanu" oraz stwierdziła, że obecność wojsk amerykańskich w regionie oraz pomoc wojskowa dla Tajwanu stanowią potencjalne zagrożenie dla Korei oraz Chin.