Kolejna próba przeforsowania pomysłu wprowadzenia do polskiego prawa instytucji „ślepych pozwów” spełzła na niczym. Sejmowa podkomisja, która ponownie zajęła się poselskimi projektami przepisów pozwalających pozywać anonimowych hejterów (dziś ich imię i nazwisko oraz adres trzeba wcześniej ustalić na własną rękę, co zazwyczaj sprawia, że prawo pozostaje bezzębne) zdecydowała, że nie będzie kontynuowała prac nad nimi.

- W mojej ocenie jest to decyzja czysto polityczna, a przecież wszyscy zgadzają się co do tego, że projekty kwestii politycznych w ogóle nie poruszają. Problem hejtu w internecie jest dzisiaj ogromny, i wciąż narasta, więc musimy w końcu coś z nim zrobić – ocenił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mec. Maciej Obrębski z Naczelnej Rady Adwokackiej.

„Ślepe pozwy" utknęły w Sejmie, projekt rządowy szansą na wyjście z impasu? Grunt pod prace już przygotowany

Rozwiązania przewidziane w projektach autorstwa posłów Polski 2050 i PSL-u zakładały konieczność zmian w kodeksie postępowania cywilnego. W praktyce oznacza to, że pozew można byłoby wytoczyć nawet, jeśli nie bylibyśmy w stanie ustalić danych hejtera – tym, niejako w imieniu pokrzywdzonego, zająłby się już sąd. Prace nad projektami już ponad dwa tygodnie temu miały ruszyć w podkomisji stałej ds. nowelizacji prawa cywilnego. Pod znakiem zapytania stanęły z powodu poważnych zastrzeżeń sejmowego biura legislacyjnego i Ministerstwa Sprawiedliwości. Ostatecznie, podczas jej wtorkowego posiedzenia – mimo że wnioskodawcy przygotowali poprawki – zdecydowano, że nie będą one kontynuowane.

- Rzeczywiście, projekt Polski2050 w swoim pierwotnym brzmieniu był kiepski, ale jego ostatnia wersja mogłaby już stanowić bazę do dalszych prac. Słyszymy zapowiedzi, że rozwiązania w nim zawarte mają znaleźć się w kolejnym – znów poselskim lub już rządowym – projekcie ustawy. Ale trzeba pamiętać, że zanim znów znajdziemy się w tym samym punkcie, czyli na podobnym etapie legislacyjnym, co obecnie, miną kolejne miesiące. A my powinniśmy działać już teraz – ocenia mec. Obrębski.

Czytaj więcej

Posłowie nie odpuszczają i chcą walczyć z hejtem w sieci

Poprawki nie wystarczyły, projekty odrzucone przez sejmową komisję. Co dalej ze „ślepymi pozwami”?

Wprowadzone w projekcie Polski 2050 poprawki zakładały m.in. procedurę wstępnego badania przez sąd, czy dobra osobiste zostały naruszone oraz wydłużenie terminu, jaki miałby on na wystąpienie administratora strony o udostępnienie danych użytkownika i przedsiębiorcy telekomunikacyjnego. Obowiązek przechowywania danych przez usługodawcę skrócono tylko do dwóch miesięcy; a jeśli w tym czasie użytkownik zaalarmowałby usługodawcę o planowanym wytoczeniu powództwa – termin wydłużyłby się do pół roku.

Zdaniem mec. Obrębskiego wpisywanie tych samych – choć zmodyfikowanych – rozwiązań do kolejnego potencjalnego projektu, niewiele zmieni. – Pewnych problemów nie da się przeskoczyć. Termin przechowywania danych przez administratora nie będzie mógł być dłuższy niż maksymalnie pół roku, bo tego zabrania unijne prawo. A polskie sądy, które miałby – już po wprowadzonych przez posłów poprawkach - tylko 14 dni na wystąpienie do usługodawcy o przesłanie danych pozwanego, już dzisiaj są niewydolne i raczej nie jest realne, aby zmieściły się w tym terminie – argumentuje mecenas.

Czytaj więcej

Nadia Senkowska: Trudna walka z mową nienawiści w internecie

Prawnik: w sprawie anonimowego hejtu w internecie potrzebujemy rozwiązania „na już”

Ze środowiska eksperckiego od dawna słychać też głosy, że z wprowadzeniem instytucji „ślepych pozwów” w drodze ustawy należałoby zaczekać do czasu przyjęcia przez Polskę Aktu o usługach cyfrowych (czyli unijnej dyrektywy DSA). Ma ona bowiem na celu m.in. usprawnić mechanizmy usuwania z sieci nielegalnych treści. Mec. Obrębski jest jednak sceptyczny wobec tej potencjalnej korelacji czasowej. – Prace nad tą dyrektywą trwają już rok. Poruszona w niej problematyka jest bardzo trudna, można się spodziewać, że przy jej implementacji konieczne będą modyfikacje. A my potrzebujemy rozwiązania „na już” – unaocznia ekspert.

Mecenas zauważa jednak, że w projekcie Polski2050 nie zmieniono wymogu przedstawienia wydruku zawierającego odwzorowanie możliwie szkalującej publikacji, co w praktyce odbiera narzędzia do walki o ochronę dóbr osobistych podczas internetowych transmisji live. Do rozpatrywania „ślepych pozwów” miałyby być wyznaczane konkretne sądy, co mec. Obrębski ocenia krytycznie z powodu ich możliwego przeciążenia i odległości od miejsca zamieszkania osoby, która pozwie hejtera.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Nie hejtujmy walki z hejtem