Na koniec 2022 r. zadłużenie Skarbu Państwa, związane przede wszystkim z potrzebami budżetu państwa, wyniosło 1,24 bln zł – wynika ze wstępnych, szacunkowych danych podanych przez Ministerstwo Finansów. To o 27,6 mld zł więcej niż w listopadzie 2022 r. i o 100,4 mld zł więcej niż na koniec 2021 r. – Zaskakujący jest głównie ponadprzeciętny, największy od ponad 20 lat skok długu w samym grudniu – zauważa Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Można założyć, że resort finansów chciał wówczas wykorzystać stosunkowo lepsze warunki na rynkach, gdy koszt pożyczania, czyli rentowność obligacji skarbowych, spadł do ok. 6 proc. z 8 proc. w listopadzie.

Czytaj więcej

Inflacja już nie taka hojna dla budżetu. W 2023 mogą być same straty

Również roczny przyrost długu – o 100 mld zł – jest niemal rekordowo duży, dla porównania w 2021 r. zwiększył się on o ok. 40 mld zł, a w 2019 r. – o 19 mld zł. Ostatnio tylko w pandemicznym 2020 r. Skarb Państwa pożyczył więcej – aż 124 mld zł. W relacji do PKB owe 100 mld zł stanowi ok. 3,5 proc., więc nie jest najwyższe w ostatnich latach. Więcej było i w pandemii, i w 2016 r., gdy rząd PiS ruszał z programem 500+, i w 2008 r., gdy rząd PO-PSL borykał się z konsekwencjami globalnego kryzysu finansowego. – Ale jednocześnie tak duży przyrost długu nie współgra z faktem, że wykonanie budżetu w 2022 r. było całkiem niezłe, ponieważ po 11 miesiącach w kasie państwa nie było żadnego deficytu, tylko 18,3 mld zł nadwyżki – zaznacza Benecki.

Jak można wyjaśnić tę zagadkę? – Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich latach niemal normą stało się, że budżet państwa realizuje w końcówce roku bardzo duże wydatki – zauważa Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska. – To, że po listopadzie mieliśmy nadwyżkę, wcale nie znaczy więc, że po grudniu nie pojawi się znaczący deficyt – wyjaśnia. Przykładowo w 2021 r. po 11 miesiącach kasa państwa była 50 mld zł na plusie, a po 12 miesiącach – 26 mld zł na minusie. Co oznacza, że w ciągu miesiąca wynik budżetu zmienił się o 76 mld zł. W 2021 r. ta miesięczna zmiana wyniosła 71 mld zł, w 2020 r. –12 mld zł, a w 2019 r. – ok. 20 mld zł.

W ustawie budżetowej na 2022 r. limit deficytu to ok. 30 mld zł, a resort finansów ocenia, że ostateczny wynik może być nawet mniejszy. Nie wyjaśnia więc to do końca wzrostu zadłużenia o 100 mld zł. – Część tego długu będzie finansować potrzeby pożyczkowe w 2023 r., ale też w 2022 r. budżet był pod dosyć dużą presją – ocenia Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao.

Pogorzelski przypomina, że w 2022 r. trzeba było się zmierzyć z wyzwaniami związanymi z wojną w Ukrainie, kryzysem energetycznym, czy galopującą drożyzną. W efekcie tych zdarzeń rząd poniósł nieplanowane wydatki związane z pomocą dla uciekających obywateli Ukrainy, pojawiły się różnego rodzaju tarcze antyinflacyjne, dodatki energetyczne itp. – Choć może część z nich realizowana jest poza budżetem – zauważa Pogorzelski. Przykładowo dodatki energetyczne są wypłacane przez Fundusz Przeciwdziałania Covid-19. Z kolei program zwiększenia zdolności obronnych Polski jest realizowany poprzez specjalny fundusz przy BGK.

Piotr Bielski dodaje, że coraz częściej wykorzystywanym przez MF instrumentem jest przekazywanie obligacji skarbowych różnym jednostkom publicznym zamiast dotacji z budżetu. W efekcie tego wydatki z kasy państwa i deficyt nie rosną, za to rośnie właśnie zadłużenie.

– Zagadka w pełni zostanie wyjaśniona, gdy poznamy ostateczne dane o stanie całego sektora finansów publicznych w 2022 r. Niemniej rozdźwięk między danymi o długu Skarbu Państwa i wykonaniu budżetu sugerują, że mamy do czynienia z dalszym zaciemnianiem sytuacji finansów publicznych – ocenia Rafał Benecki. – I nie jest to związane tylko z faktem, że jesteśmy krajem, który się musi szybko dozbrajać – dodaje.