„Mamy łączną kwotę rezerw około 640 miliardów dolarów, z czego około 300 miliardów jest teraz w stanie, w którym nie możemy ich wykorzystać” – przyznał rosyjski minister finansów Anton Siłuanow w rozmowie na kanale telewizji państwowej „Rosja 1”.

Dodał, że część rosyjskich rezerw jest również utrzymywana w juanach (ok. 14 proc.), co wywiera presję na Chiny. „Widzimy presję wywieraną przez kraje zachodnie na Chiny w celu ograniczenia wzajemnego handlu z Chinami. Oczywiście istnieje też presja, aby ograniczyć nam dostęp do tych rezerw, które mamy w juanach” – powiedział Siłuanow.

Wiceminister finansów Rosji Irina Okładnikowa powiedziała wcześniej, że resort finansów spodziewa się, że rezerwy zamrożone w wyniku sankcji zostaną po negocjacjach udostępnione Bankowi Rosji i nie będzie większych konsekwencji dla systemu budżetowego.

Czytaj więcej

Bermudy nie chcą rosyjskich samolotów. To potężny cios

Nie wiadomo, o jakich negocjacjach tu mowa, ani kto i z kim miałby je prowadzić. W obecnej sytuacji nie ma żadnych podstaw do negocjowania z Kremlem uwolnienia zamrożonych pieniędzy, z których finansowana była rosyjska agresja na Ukrainę. Rezerwy rosyjskiego banku centralnego składają się głównie z walut i złota. Wobec sankcji, które zamroziły trzymane za granicą środki, Rosja nie może z nich finansować wojny rozpętanej przez Putina.

Jest też inny ważny dla Putina efekt zamrożenia rezerw – nie spełni on obietnic wobec swoich najwierniejszych wyborców – emerytów. Przy galopującej inflacji rosyjskie emerytury są jednymi z najniższych w Europie. Średnie miesięczne świadczenie wynosi równowartość 800 zł.'