W Niemczech w budownictwie obowiązuje płaca minimalna 12,5 euro za godzinę. To oznacza, że każda polska firma, która wygra tam przetarg, musi zatrudnionym przez siebie Polakom płacić co najmniej tyle. – I ani eurocenta więcej – wynika z orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Stwierdził on jednoznacznie, że nie można nakładać na firmy dodatkowych ograniczeń, które nie są zawarte w unijnej dyrektywie dotyczącej delegowania pracowników.
Takie dodatkowe bariery zawarł w swoim prawie kraj związkowy Dolnej Saksonii. Ustawa o udzielaniu zamówień publicznych przewiduje, że roboty budowlane mogą być zlecone tylko takiej firmie, która będzie płacić swoim pracownikom stawki wynikające z układu zbiorowego. Oczywiście wyższe niż niemiecka płaca minimalna. I tylko pod takim warunkiem kontrakt na budowę więzienia w Göttingen-Rosdorf dostała firma Objekt und Bauregie. Jej podwykonawcą było polskie przedsiębiorstwo, które 53 swoim robotnikom płaciło tylko 46,57 proc. stawki wynikającej z landowego układu zbiorowego. W rezultacie umowa została rozwiązana, a kraj związkowy żąda od syndyka Objekt und Bauregie zapłacenia kary umownej w wysokości 1 procenta wartości kontraktu, czyli 85 tys. euro. Niemiecki sąd nabrał wątpliwości co do zgodności przepisów o karze umownej z ustawodawstwem unijnym i zapytał o opinię ETS. Ten stwierdził jednoznacznie: nie ma zgodności, nie ma kary.
7 tys. Polaków pracuje na niemieckich budowach – wynika z danych VdPD. Jeszcze w 1991 r. było ich prawie 60 tys.
– Mam nadzieję, że wyrok ETS wreszcie rozpocznie dyskusję, bo polskie firmy budowlane w Niemczech zniechęcane są do działania wszelkimi możliwymi sposobami – mówi Julian Korman, prezydent Stowarzyszenia Polskich Przedsiębiorstw Usługowych z Kolonii.
– Z dużych polskich firm z branży zatrudniających w Niemczech po ponad 1000 osób zostały nieliczne. My w budownictwie zatrudnialiśmy tu właśnie tyle, teraz zostało 200. I zastanawiamy się, czy nie wycofać się w ogóle. Ale tylko z rynku budowlanego, bo w innych sektorach nie ma aż tak restrykcyjnych przepisów i kontroli – mówi Marek Kemnitz, kierujący Budimeksem w Niemczech.