Polska i republiki bałtyckie od dawna domagały się zablokowania Rosji możliwości zarabiania na eksporcie diamentów. Decyzję długo blokowała Belgia, której Antwerpia jest europejskim centrum handlu diamentami. 80 proc. transakcji zawieranych jest właśnie tam. Jednak w ostatnich miesiącach pod naciskiem opinii publicznej, Antwerpia zaczęła ograniczać handel rosyjskimi kamieniami, za czym poszło niedawne oświadczenie władz Belgii, że nie będą blokować sankcji na rosyjskie kamienie.
Podczas szczytu krajów G7 w Hiroszimie nie zapadła jeszcze decyzja o sankcjach na diamenty z Rosji, ale Bruksela zapowiedziała utworzenie systemu śledzenia drogi rosyjskich kamieni od producenta do klienta. Tak by nie było możliwości sprzedaży rosyjskich diamentów jako pochodzących od innych dostawców.
Czytaj więcej
W roku rosyjskiej agresji na Ukrainę, kiedy co najmniej jedna trzecia budżetu federacji idzie na finansowanie zbrodniczej wojny, PKB Rosji na obywa...
A tak właśnie chce działać Kreml w obliczu sankcji, jak zapowiedział w piątek rzecznik reżimu Pieskow. Z jego wypowiedzi wynikało, że zawsze znajdą się kraje chętne w pośredniczeniu w sprzedaży rosyjskich kamieni.
Dlatego prześledzenie szlaków handlu diamentami jest teraz kluczowe. Po ustaleniu, którędy i z czyją pomocą Rosjanie postarają się ominąć sankcje, zostanie wprowadzone embargo, sformułowane tak, by to omijanie uniemożliwić.
Rosyjski diamentowy koncern Alrosa odpowiada za 27 proc. światowej produkcji diamentów. Eksport przynosił firmie 250 mln dol. miesięcznie. To o 50-100 mln dol. mniej niż przed rozpętaną przez Kreml wojną.
Dziś największym zagrożeniem dla rosyjskich zysków diamentowych jest także fakt, że największym rynkiem dla diamentów są USA. Sankcje Białego Domu odetną więc Rosję od amerykańskiego rynku. Inni duzi odbiorcy diamentów i brylantów z Rosji to Indie i Chiny. Oba najludniejsze kraje już pokazały, że stoją po stronie rosyjskiego reżimu.