Państwo ma w Polsce decydujący wpływ na kluczowe sektory: energetyczny, paliwowy i gazowy, czyli te, w które Rosjanie chcieliby zainwestować. W żadnym z nich nie przewidziano bowiem sprzedaży akcji jakiemukolwiek zagranicznemu inwestorowi branżowemu.
Skarb Państwa jest wiodącym właścicielem obu grup paliwowych: PKN Orlen (ok. 33 proc. akcji) i Lotosu (ok. 59 proc.). W obowiązującym programie dla branży paliwowej, przyjętym kilka miesięcy temu przez rząd Jarosława Kaczyńskiego, nie ma zapisu o kolejnych etapach prywatyzacji z udziałem inwestora. Podobnie sytuacja wygląda w gazownictwie, czyli w odniesieniu do narodowego monopolisty – Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Spółka kontroluje krajowy rynek, bo sprowadza gaz z zagranicy, wydobywa z własnych złóż i sprzedaje odbiorcom. W wolnym obrocie na giełdzie jest ok. 15 proc. akcji i o dalszej prywatyzacji nie ma mowy.
Formalnie obecny rząd ma prawo zmienić oba programy branżowe. Dotychczas jednak żaden z ministrów gabinetu Donalda Tuska tego nie zapowiadał. Sam premier zapewnił wczoraj, że takich intencji nie ma.
– Teoretycznie inwestorzy zagraniczni, w tym i rosyjscy, mogą kupić akcje rafinerii lub PGNiG, skoro cześć z nich jest w tzw. wolnym obrocie, ale muszą ujawnić swoje udziały – mówi Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. – Jednak nic takiego dotąd nie nastąpiło.W praktyce decydujący głos w obsadzie rady nadzorczej, która wybiera zarząd i nadzoruje go, i tak ma Skarb Państwa.
W planach prywatyzacyjnych dotyczących branży energetycznej nowego gabinetu nie ma sprzedaży akcji spółek inwestorom zagranicznym. Minister skarbu, Aleksander Grad, powiedział w piątek Rz: – Nie zakładamy z góry, że w procesie prywatyzacji energetyki będziemy kogokolwiek dyskryminować. Jednak dużo zależeć będzie od tego, na ile ewentualni inwestorzy zechcą się wpisać w nasze zasady bezpieczeń stwa energetycznego.